FANDOM


Autor: Mustafar29
Kanon
kanon
Real
Świat rzeczywisty
Sw logo

Łowcy Światła: Wygrana ciemności

Darth Vader

Darth Vader.

Vader szedł, podążając przed siebie. Na Geonosis nie był od czasów wojen klonów. Walczył wtedy u boku mistrzyni Jedi Luminary Unduli i członka Rady Jedi Ki-Adi-Mundiego. Był tam też jego mistrz... Obi-Wan. Za każdym razem, gdy Lord Sithów wspominał Kenobiego, przepełniała go nienawiść. Brak możliwości ponownego spotkania go i brak możliwości zemsty spowodowane jego nieokreśloną lokalizacją sprawiały, iż zbroja Vadera nagrzewała się. Nagrzewała się nienawiścią tego, który przebywał w jej wnętrzu. Teraz był zmrok. Jeżeli dane od uprowadzonego przez Wielkiego Inkwizytora Eetha Kotha były prawdziwe, to właśnie w tamtym miejscu należało się spodziewać Łowców Światła.

Zatrzymał się. Jego oczom ukazała się jaskinia. Nie była nawet ukryta – wśród wielkiej skały nietrudno było jej dostrzec. Vader wiedział, co musi zrobić. Im bardziej jednak wracał myślami do ery Republiki, przypominał sobie o świetle. Już wielokrotnie przekonywał swojego obecnego mistrza, imperatora Sheeva Palpatine'a, iż to, co jasne, już dawno w nim wygasło. Sidious jednak nie był osobą łatwą do przekonania.
Wczoraj wraz z Dniem Imperium przywitano nowy standardowy rok. Choć teraz Vader miał już fizycznie dwadzieścia sześć lat, mentalnie pozostawał trzylatkiem. W swoim umyśle przyjmował, iż narodził się razem z państwem Palpatine'a. Anakina Skywalkera nie wspominał wcale, a jeśli już wspominał, to jako swoje poprzednie wcielenie, jako przeszłość, na którą nie miał już wpływu. Teraz czarna zbroja była jego obliczem.
Swoją spaloną twarz, swoje odrastające brwi, swoje blizny, swoje mechaniczne kończyny objawiał tylko sobie samemu. Nikt nigdy nie patrzył na ten haniebny obraz. Zaraz po nałożeniu mu zbroi, poprosił imperatora o jej dopracowanie, gdyż przez ciemne szkło dało się zobaczyć jego żółte, żądne zemsty oczy.
Wszedł do jaskini. Było ciemno, ale Vader widział w ciemnościach. Za sprawą Sidiousa widział wszystko na czerwono, zniekształcone na skutek wypukłości oczodołów. Musiał używać Mocy, aby wielokrotnie unikać zderzenia z jakimkolwiek obiektem. Gdy znalazł się w holu głównym, zastał tam rycerzy zakonu Łowców Światła. Było ich trzech. Przynajmniej tylu widział Vader. Nie musiał nawet zapalać miecza – jedną myślą udusił ich wszystkich. Gdy chciał iść dalej, usłyszał znajomy głos.
– Darth Vader we własnej osobie.
Lord Sithów obrócił się. Zdecydowanie wiedział, kto to. Był to Sophjet Jossal. Vader nigdy go nie spotkał, w przeciwieństwie do Anakina. To on podczas bitwy o Geonosis podał mu swój miecz świetlny. Jossal był starszy od Skywalkera o równe pięć lat: znali się doskonale.
– Sophjet Jossal, o ile mnie pamięć nie myli – i tu Vader powiedział o jedno słowo za dużo, z czego sam zaczął zdawać sobie sprawę.
Jossal spojrzał na niego.
– Przyszedłeś pozbyć się Łowców – powiedział. – Nie spodziewałeś się tu mnie.
– Nie jako jeńca, mistrzu Jedi – odparł Lord Sithów pobłażliwie.
– Nie byłem mistrzem.
Jossal zapalił niebieską klingę swojego miecza świetlnego i stanął do pojedynku. To samo zrobił Vader z tym, że Sith używał oczywiście ostrza czerwonego. Walka się rozpoczęła. Po kilku ciosach mieczem świetlnym, akcja przeniosła się na zewnątrz. Wykorzystując chwilę nieuwagi przeciwnika, Sophjet ugodził go mieczem świetlnym w maskę, następnie odpychając Mocą.
Nie patrzył nawet, czy Vader żył. Podbiegł do jaskini. Zamknął oczy. Wyciągnął ręce. Zawalił ją.
Vader wstał. Miał ślad po mieczu świetlnym na hełmie, jednak twarz nie została odsłonięta. Prócz oka. Tyle wystarczyło, bo kiedy Jossal się obrócił się, poznał we wrogu dawnego kompana. Popatrzył na niego, powiedział coś po cichu.
– Więcej Łowców nie było – dodał na koniec. – Wczoraj odlecieli bo przygotowali się na przełamanie Kotha. Moja rola się zakończyła, a ty przegrałeś.
Vader początkowo nic nie zrobił. Popatrzył na wroga i podszedł do niego z zapalonym mieczem.


Border

Eekar

Eekar Oki.


Ubrania szturmowców dały Jackenowi i Gubernatorowi wiele możliwości. Co prawda, znajdowali się teraz w świątyni Inkwizycji na planecie Mustafar, ale mimo wszystko roiło się tutaj od zwykłych szeregowców. Jeżeli dane od informatora były prawdziwe, to podążali we właściwym kierunku, aby uwolnić Kotha. Gdy znaleźli przed właściwą celą i otworzyli ją, używając Mocy, osłupieli. Przed nimi stanął jeden z inkwizytorów. Mężczyzna zdjął hełm, porozglądał się chwilę, popatrzył wpierw na Gubernatora, potem także na Jackena.
– Koth nieprzytomny – powiedział. – Na miejscu jest także drugi Jedi, go też możecie wziąć.
Inkwizytor założył hełm i udał się wzdłuż korytarza, nie zamykając za sobą grodzi.
– To jest ten informator? – spytał Gubernator z niedowierzaniem, jednak nie uzyskał odpowiedzi.
Obaj Łowcy weszli do sali. Koth był skuty i leżał na koi, był oczywiście nieprzytomny. Jacken przyłożył mu rękę do czoła, następnie do ust.
– Oddycja – powiedział.
Wtem doszedł do nich dość zachrypnięty głos od tyłu.
– Teraz oddycha – usłyszeli. – Ale rano było gorzej. Imperium podjęło dość skuteczne próby reanimacji.
Łowcy porozumiewawczo spojrzeli na siebie. Jeszcze nigdy w życiu nie widzieli Mon Calamarianina, w dodatku o niebieskich łuskach.
– No, panowie – powiedział – mnie też możecie wziąć. Siedzę już tutaj dwa miesiące, bez jedzenia, z małą ilością wody.
Mężczyzna zaczął dziwnie spoglądać na obu przybyszy.
– Wy też przeżyliście rozkaz 66?
Łowcy Światła wiedzieli, co to było. Tigana nieraz im opowiadał o wielkiej czystce Jedi.
– Nie, jesteśmy Łowcami Światła, członkami zakonu... – zatrzymał się. Ich mistrz nigdy nie pozwalał im mówić komukolwiek swojego imienia, ale teraz okoliczności się zmieniły – szkolił nas Sakon Tigana.
Mon Calamarianin popatrzył w ziemię.
– Eekar Oki – powiedzał. – Na imię mi Eekar Oki. Służyłem starej Republice podczas wojen klonów, nim nastały ponure czasy, czasy Imperium Galaktycznego. Przeżyłem rozkaz 66 i ukrywałem się na...
Kiedy Eekar spotkał się z brakiem taktu ze strony słuchaczy, zawiesił temat. Łowcy najpierw uwolnili Kotha. Gubernator wziął go na plecy, kiedy Jacken podszedł do Okiego, aby go również uwolnić.
Cała czwórka opuściła celę. Na Mustafarze panował zmrok i większość inkwizytorów spała, jednak przejście przez korytarz z dwoma rycerzami Jedi było dość trudne. Wtem znowu nadciągnął kłopot. Po otworzeniu jednej z grodzi ich oczom ukazał się inny inkwizytor. Przebudzony ze snu, nie wiedział zbytnio, co się dzieje, toteż Łowcy Światła z powrotem zamknęli przejście i pędem udali się w kierunku sąsiedniego korytarza.
– Roz... rozdzielimy się – wysapał zadyszany Oki. – Ja pobiegnę w prawo, wy w lewo. Będzie wam łatwiej tachać samego Kotha.
Jak powiedział, tak też zrobił i w okamgnieniu zniknął pozostałym z pola widzenia. Teraz rozpoczęła się kolejna wędrówka. Alarmy wyły, widać Imperium zorientowało się o ich obecności. Zamienili się: teraz to Jacken niósł Eetha.
Nagle stanął przed nimi kolejny inkwizytor. Gubernator zapalił miecz i uderzył w jego twarz, powalając go. Nie wyszedł jednak bez szwanku. W wyniku pojedynku zyskał wielką ranę na nodze.
– Zostaw mnie – powiedział – i uciekaj. Ratuj Kotha. Są ze wszystkich stron.
– Nie – zaprzeczył Jacken. – Nie zostawię cię tutaj.
Prime rozejrzał się.
– Zobacz – wskazał na dość sporej wielkości szyb ewakuacyjny – uciekniecie tędy. Ty i Koth. Dasz radę?
– A co z tobą? – martwił się Gubernator. – Nie uciekniesz.
– Dam radę – powiedział Jacken, chociaż wiedział, że są na to nikłe szanse.
Prime zdjął Kotha ze swoich barków i dał go na ręce Gubernatora. Otworzył właz. Będzie musiał przemieszczać się na czworaka, pomyślał. Weszli. Widać było, że Gubernatorowi było ciężko. Ranna noga, dość sporej wielkości Zabrak na ramionach. Ciężko, po prostu ciężko. Mieli jednak większe szanse na przeżycie niż on.
Dalej już nic nie pamiętał. Nastał wybuch, który odepchnął go dość daleko. Kiedy wstał, zobaczył palący się i dymiący szyb, który przed chwilą był jeszcze sprawny. Zobaczył też dwa, doszczętnie spalone ciała. Klęknął na kolana i głośno zapłakał.


Border

Vader wszedł do domu. Zobaczył śpiącego na łóżku mężczyznę. Nie zastanawiał się nawet czy go budzić: Sakon Tigana był na tamtą chwilę jego głównym celem. Zapalił miecz świetlny i wbił go w jego serce.
– Lordzie Vaderze – rozległ się głos z komunikatora. – Koth nie żyje, jeden z Łowców także, niestety razem z drugim uciekł Eetkar Oki.
Vader zadyszał dwa razy i opuścił mieszkanie.



Ciąg dalszy nastąpi w kolejnym sezonie Gwiezdnych wojen: Łowców Światła.


Obok dawania możliwości tworzenia swojego własnego świata Gwiezdnych wojen celem Star Wars Fanonpedii jest gromadzenie twórczości znanej jako fanfiction. Opowiadań pisanych rozdziałami, które tworzymy od ponad trzech lat, jest już ponad 407, jednak ich liczba stale wzrasta.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.