FANDOM


Autor: Mustafar29
Alternatywy
alternatywy
Real
Świat rzeczywisty

— Autor: Mustafar29

Sw logo

Łowcy Światła: Wyzwanie Sitha

Talking

Inkwizytor na Mustafarze.


Korytarz był ciemny. Ujrzenie czegokolwiek było niemożliwe. W zupełnym mroku można było jednak coś dostrzec. Coś białego, poruszającego się, z dwoma żółtymi punktami. Była to głowa Wielkiego Inkwizytora.
Ogarniał go gniew, wywołany lękiem przed tym, z kim szedł na spotkanie. Ze swoim mistrzem. Ostatni raz na Mustafarze był przed kilkoma laty: od tego czasu kwatera główna lorda Vadera uległa niemałej przemianie. Właśnie wchodził na wielki, pomalowany na czarno most, wiodący nie wiadomo dokąd. Obok była tylko otchłań. Im bardziej Pau'anin zbliżał się do niewielkiej komnaty, tym czuł w sobie coraz większy lęk. A według nauk ciemnej strony Mocy, lęk prowadził do potęgi.
Wszedł. Na pewno jakikolwiek z jego braci z Utapau nie wytrzymałby tego napięcia. Inkwizytor drżał od środka. Drżały w nim przeplatane emocje. Czekał tylko aż dojdzie do wielkiego zbiornika. Doszedł. Uklęknął. Próbował wypowiedzieć słowo, nie wyszło mu to. Zrobił dwa wdechy i spróbował znowu.
– Mistrzu – wysapał, oczekując odpowiedzi, jednak nikt się nie odezwał. – Mistrzu – powtórzył pełen napięcia, lękając się odpowiedzi rozmówcy.
Kiedy Inkwizytor nie doczekiwał się żadnej reakcji od dłuższego czasu, podniósł swą owalną głowę ku górze i spojrzał na kapsułę medyczną. Była pusta.
Ogarniający go lęk sprawił, iż nie sprawdził tego wcześniej. Postanowił się wycofać, jednak zanim to zrobił, usłyszał za sobą głośne, charakterystyczne dyszenie. Inkwizytor wiedział, do kogo ono należy.
– Jestem pełen podziwu twojemu bezwzględnemu oddaniu się służbie imperatorowi i mnie. Nie bałeś się tu zajrzeć, pomimo twoim kolejnym niepowodzeniom.
Gdy tylko do zasłoniętych uszu Pau'anina dotarł dźwięk tego głosu, niczym z horroru, których nasłuchał się w dzieciństwie, upadł na twarz.
– Mistrzu, tym Łowcom Światła udało zbiec się ze Stygeona. Wzięli ze sobą trzeciego brata, dawniej...
– Cosa Dashita – odparł Vader, po czym obrócił swą głowę i zwrócił się z powrotem do swego ucznia. – Wstań, przyjacielu. Dashit nie opuścił nas tak na dobre.
– Jest naszą wtyką? – stytał Pau'anin, podnosząc się z nóg.
Vader zbliżał się w kierunku kapsuły medycznej. Wpatrywał się w nią swymi oczyma, zamiast nich jednak obserwator mógł zobaczyć jedynie dwa, krwistoczerwone szkła u jego maski.
– Nie opuścił nas na dobre, ale mam nadzieję, że dzięki tobie się to wstanie – Lord Sithów zadyszał. – Jutro będziesz miał okazję wrócić do swego domu. Trwa transport trzech rycerzy Jedi na planetę Utapau. Już zleciłem twoim inkwizytorom dokonanie egzekucji. Wpadłem jednak na inny plan.
– A więc, zamieniam się w słuch – odparł Inkwizytor, nabierając pewności.
– Wśród nich jest Eeth Koth, zabracki członek Rady Jedi. W swoim czasie odpowiadał za trening Dashita. Jeżeli Łowcy Światła w porę dowiedzą o się naszych knowaniach, zjawią się na miejscu.
Starając się analizować każde słowo Dartha Vadera, inkwizytor starał przewidzieć się jego następny ruch. Lęk jeszcze nie odszedł.
– Ale, mistrzu – powiedział, starając się ukryć przepełniający go strach – zgodnie z archiwami świątyni Jedi w stolicy Imperium, Koth miał zaginąć podczas wojen klonów, emigrując na nieznane tereny.
Vader zrobił obrót o sto osiemdziesiąt stopni i począł zbliżać się w kierunku postronnego, co dodatkowo przyprawiało go o dreszcze.
– Eeth Koth wpadł w ręce piratów na zewnętrznych rubieżach – zasapał Lord Sithów. – Podczas rutynowej kontroli załogi Hondo Ahnaki Ósmy Brat znalazł go na pokładzie okrętu, przy okazji pozbywając się zbędnych obywateli.
– Obiecuję wypełnić misję – powiedział inkwizytor stanowczo, a niespotykając się z ripostą rozmówcy, udał się w kierunku grodzi. Gdy zamykał za sobą drzwi, poczuł na szyi dziwny ucisk, jakiego jeszcze nigdy wcześniej nie doznał.
– Czymże jest przywódca niewiedzący o poczynaniach swoich ludzi? – usłyszał głos Vadera.


Border

Taigon

Taigon.


Tymczasem w bazie, a właściwie jaskini Łowców Światła na Geonosis odbywała się ceremonia awansowania. Sakon podchodził do każdego nominowanego Łowcy, oraz wypowiadał konkretną regułkę. Podszedł także do Gubernatora, który pochylił się, jak do zakładania medalu.
– Z woli Łowców Światła i Wielkiego Mistrza Zakonu awansuję cię na starszego padawana.
Następnie Sakon udał się przed innego, zasłużonego Łowcę.
– Jackenie Prime, z woli Łowców Światła i Wielkiego Mistrza Zakonu awansuję cię na rycerza.
– Tigana podszedł także do Taigana, swojego najstarszego ucznia.
– Z woli Łowców Światła i Wielkiego Mistrza Zakonu awansuję cię na doświadczonego rycerza.
– Dziękuję, mistrzu – odparł chłopak, wiedząc jednak, że łamie kodeks obrady. Spotkał się z niedwuznacznym spojrzeniem Sakona.
Na koniec został najświeższy nabytek zakonu, do którego nawet Wielki Mistrz uśmiechnął się porozumiewawczo.
– Cosie Dashicie, z woli Łowców Światła i Wielkiego Mistrza Zakonu awansuję cię na adepta.
Gdy ceremonia się zakończyła, Sakon udał się na spoczynek. Nieformalnie jego następcą był Taigan: słuchali go wszyscy. Było to spowodowane jego wiekiem: chłopak miał już dwadzieścia sześć lat, co stanowiło go prawie dwa razy starszym od co niektórych. Teraz Taigon stanął przy ścianie, trzymając w ręku naczynie z jakimś trunkiem. Był typem samotnika – uważał, iż czas wolny trzeba poświęcać na doskonalenie swoich umiejętności, a nie na wygłupy ze znajomymi. Na dworze było prawie trzydzieści siedem stopni. Bez wahania można by uznać tę temperaturę za rekordową w tej dekadzie. Gdy Taigon miał zamiar wyjść na zewnątrz, jak to miał w zwyczaju w „ładną pogodę”, został zawołany przez jednego z Łowców. Podszedł do komputera.
– Zgodnie z raportem – powiedział Gubernator, który był najbardziej zapoznany z tajnikami informatyki – na Utapau ma się wydarzyć egzekucja trzech ocalałych Jedi.
– Wiesz, że bez Tigany nie podejmę decyzji – oświadczył Taigon. – To by było zbyt ryzykowne.
Jacken popatrzył na Gubernatra, który wskazał, iż według niego w nic nie da się zrobić.
– Ale zobacz – zauważył – Utapau jest jakieś dwadzieścia parseków stąd, możemy to przerobić w trzy kwadranse.
– Bez Sakona nie...
– ...bez Sakona oni zginą – wtrącił się inny Łowca. – Tak czy owak, Sakon jest obecnie u siebie w domu pół dnia drogi od nas i nie wiemy kiedy wróci. Musimy zacząć działać na własną rękę. Decydujemy ich życiem.
– Polecę, Taigon, obojętnie co byś powiedział – oznajmił Jacken stanowczo.
– Ja też – dodał Cos.
Taigon popatrzył na swoich przyjaciół. Rzeczywiście: ważyły się losy życia trzech rycerzy Jedi.
– Dobra, lecę z wami – oznajmił po chwili namysłu. – Jeżeli to jednak ściema, zdążymy wrócić zanim stary się zorientuje.


Obok dawania możliwości tworzenia swojego własnego świata Gwiezdnych wojen celem Star Wars Fanonpedii jest gromadzenie twórczości znanej jako fanfiction. Opowiadań pisanych rozdziałami, które tworzymy od ponad trzech lat, jest już ponad 408, jednak ich liczba stale wzrasta.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.