FANDOM


Autor: Mustafar29
Kanon
kanon
Real
Świat rzeczywisty
Sw logo

Łowcy Światła: Wyzwolenie Sakona

Dashit

Cos Dashit.

– Transport więźnia do celi 1138 – Dashit włączył jeden z komunikatorów. – Siódemka, jesteś tam? Przewożę uprowadzonego Jedi do doku AA34.

Drzwi natychmiast się otworzyły. Sakon miał skute ręce i nogi oraz wielką obrożę na szyi – nie było mowy o ucieczce. Tigana był przygotowany na swój kres – rana na brzuchu została opatrzona przez droidy medyczne najniższej klasy. Chwilami jeszcze krwawiła.
Otworzyło się kolejne grodzie. To była cela – pomyślał. I nie mylił się. Dashit pchnął go, przez co staruszek omal by nie upadł. Leżąc na ziemi, nie spodziewał się kolejnego przesłuchania.
– I na co ci to było – odezwał się inkwizytor, zamykając gródź i włączając oświetlenie. – Inkwizycja nie musiałaby cię krzywdzić, jakbyś poddał się tam, na miejscu.
– I skazał moich uczniów na śmierć – wysapał Łowca Światła.
Teraz Dashit ukucnął.
– Cos – powiedział do niego, wyciągając rękę. – Jestem Cos. Miło mi. A teraz do rzeczy.
– Na pierwszy rzut oka widać, że nie jesteś taki jak oni, chłopcze.
Spod kaptura zdawało się zobaczyć lekki uśmieszek.
– Nie chcesz mnie skrzywdzić, mówią o tym twoje myśli.
Cos Dashit spoważniał. Popatrzył po raz kolejny na przesłuchiwanego. Jego oczy nie były jeszcze przepełnione nienawiścią, pomyślał Sakon.
– Myślisz, że takie akcje sprawiają mi przyjemność? – powiedział, zdejmując kaptur. – Robię to co inni, z takiego samego powodu co oni.
– Z powodu lęku? – Tigana nabierał pewności siebie.
Inkwizytor się namyślił, spojrzał na posadzkę.
– Nie nazwał bym tego lękiem, Sakon… – zaciął się chwilkę. – Jeżeli oczywiście, wolno mi się ta do ciebie zwracać.
– Powiedz mi, proszę, dziecino, ilu ty zabiłeś Jedi?
– To nie jest istotne.
– Nie jest? – dawny Jedi kontynuował trudny dla rozmówcy temat.
– No… może dla Imperium jest ważne. Dla ciebie nie powinno. – Chłopak
zakończył temat.
Choć starał się to ukryć, w rzeczywistości Dashit nabierał zaufania do porwanego.
– Organa nie chciał, żeby tak wyszło – wyszeptał. – Ja też nie chciałem. Ale wież mi: muszę słuchać rozkazów. W przeciwnym razie podzielę los…
– Los swoich ofiar? – przerwał mu Sakon.
– W życiu nie zabiłem żadnego Jedi! – chłopak krzyknął.
Teraz twarz inkwizytora przybrała zupełnie innego kształtu. Nie była już straszna dla Łowcy Światła, tak jak jeszcze kwadrans temu.
– Byłem padawanem Eetha Kotha, zadowolony? – kontynuował. – Mój mistrz zaginął podczas wojen klonów. Wtedy nikt nie chciał mnie przygarnąć. Rada też mnie porzuciła, zrzuciła na tor awaryjny. A ja żyłem… żyłem z nadzieją, że kiedyś znajdę mistrza, który mnie wyszkoli… rosłem w sile, rosłem w Mocy – zatrzymał się. – Rosłem w nienawiści. Kiedy miałem dwadzieścia lat, zastał mnie rozkaz 66. Zaproponowano mi przejście na ich stronę. Ale to Jedi zbuntowali się przeciwko demokracji, przeciwko Republice. Ja nie chcę zabijać, ale Jedi… ja ich nie znoszę.
– I w tym jesteśmy podobni – uśmiechnął się Tigana. – I tu jesteśmy podobni.


Border

Jacken Prime

Jacken Prime.

Tymczasem uczniom Sakona udało się bezpiecznie wrócić do bazy na Geonosis. W głównym pomieszczeniu, w którym codziennie odbywały się nauki, jeden z Łowców zabrał głos.

– Sakon to nasz mistrz. Nie możemy go tak zostawić.
– Zauważ, że mistrz nie chciałby, abyśmy się za niego narażali – sprzeciwił mu się wyższy chłopak o jasnej karnacji.
– I tu się grubo mylisz, Gubernator – kolejny udzielił riposty. – Nawet nie ukończyliśmy szkolenia…
– Widzisz? – wyśmiał go Gubernator. – Powiedz mi, Jacken, w jaki sposób chciałbyś pokonać Inkwizycję, nie umiejąc nawet dobrze władać mieczem!
Zapadła cisza. Rzeczywiście w jednym się trzeba było zgodzić: Gubernator miał rację.


Border

Dwie sylwetki przemieszczały po cichu korytarz, idąc przed siebie. Osoby te były nerwowe: wyższy mężczyzna wyraźnie dawał to po sobie poznać.
– Teraz w lewo, dziadek – powiedział. – Dalej poradzisz sobie sam. Na wprost masz północny hangar. Musisz buchnąć TIE’a. Otworzyłem już gródź, więc…
– Jesteś pewien, Cos, że nie chcesz lecieć ze mną?
– Swą decyzję podjąłem, ja… – chłopakowi nie dane było dokończyć tej wypowiedzi – od tyłu został zaatakowany przez trzech użytkowników Mocy.
Tigana od razu poznał w nich swoich uczniów. Jacken używał miecza o zielonym ostrzu i to on trzymał go pod szyją Dashita.
– Jeśli mistrz pozwoli, zakończę to na miejscu – powiedział.
Gubernator i jeden inny Łowca Światła, stojący obok niego, spoglądali na wyczyny kolegi.
– Och… Jackenie Prime, chyba nie pamiętasz zbyt wiele z podstaw o jasnej stronie – Sakon się zaśmiał. – Możesz go zabić, ale czy to byłoby zgodne z twoimi ideałami?
– Ale on mistrza porwał! – wykrzyknął inny Łowca, o blond włosach.
– A teraz pomagał mi uciec, czy zrobił coś złego?
Jacken popatrzył na swojego mistrza. Już nie był tą samą osobą, na którą patrzył jeszcze parę dni temu. Włosy miał ogolone, szaty podarte, a na brzuchu plamy krwi. Bez wahania puścił inkwizytora.

– Patrzcie – mistrz pokazał na koniec korytarza. – Czas wypróbować swoje zdolności.
Jacken walczy

Odepchnięcie Mocą.


I rzeczywiście: po drugiej stronie holu kroczyło dwóch inkwizytorów z zapalonymi mieczami świetlnymi. Sakon odruchowo sięgnął do swojego pasa, po czym przypomniał sobie, że przecież został rozbrojony.
W kierunku wroga rzucił się Łowca o blond włosach. Wykonał parę zgrabnych ruchów swoim mieczem świetlnym, jednak po chwili sam został zamordowany przez użytkownika ciemnej strony.
– Nie! – rozległ się krzyk Gubernatora. Gdy inkwizytor zbliżał się w ich kierunku, Jacken użył Mocy, aby go odepchnąć.

← Poprzedni • Następny →


Obok dawania możliwości tworzenia swojego własnego świata Gwiezdnych wojen celem Star Wars Fanonpedii jest gromadzenie twórczości znanej jako fanfiction. Opowiadań pisanych rozdziałami, które tworzymy od ponad trzech lat, jest już ponad 403, jednak ich liczba stale wzrasta.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.