FANDOM


Kanon
kanon
Real
Świat rzeczywisty
Emblem Imperium

Cień Imperium - Prolog

Keldac

Była to jałowa planeta, dość ważna, bo przebiegał tędy hyphosiański szlak handlowy, to jednak nie znajdowało się tu wiele osad. Głównie były to pirackie siedziby albo czarnorynkowe targi. Ostatnimi czasy jednak głośno jest o Mandalorianach, buntownikach. Chcą oni przejąć władzę w systemie Hypho, a później kontrolować cały sektor. Siedzibę swoją mieli właśnie tutaj – na Keldac... a właściwie jedną z siedzib.
Ta placówka została jednakże kilka godzin temu zinfiltrowana przez pluton uderzeniowy Imperium. Szturmowcy w częściowo pomalowanych na czerwono zbrojach, uzbrojeni przeważnie w DLT-19, skutecznie poprowadzili bój. Ich głównym celem było odbicie niedawno pojmanego przez buntowników łowcę nagród Casiana Ordo.
Dla łowcy o mandaloriańskich korzeniach było to ciężkie przeżycie. Okazało się, że jego ojciec (Ryen Ordo) pracował dla zdrajców... a sam został zdradzony. Axer Maveric – dawny wróg (a czasami, jednak formalnie, kompan) rodziny Casiana postanowił haniebnie uciec z kompleksu, a ojca i syna zostawił, jednocześnie wpuszczając tuzin niezwykle groźnych i zaawansowanych droidów zabójców typu VT-100 oraz jego podwładnego – Feendara. Chociaż droidy udało się szybko pokonać, to Feendar zabił Ryen'a. Casiana pozostawiło to w wewnętrznym załamaniu, jednak starał się tego nie wypuszczać, skutecznie, jak się okazało.
Zinfiltrowaną siedzibę zbadali agenci wywiadu, znaleźli oni informacje o dostawach przyprawy oraz broni na planetę w tym samym systemie – Hyphosis.


Hyphosis

Planeta sporych rozmiarów, w połowie przykryta miastem, a po drugiej stronie dzikie tereny pełne groźnych zwierząt. Jedynym powodem znaczenia planety, również jej rozwoju, był aragan. Drogi minerał, dostępny tylko tutaj, który dało się przerabiać na dziesiątki sposobów, często korzystnych.
Miasto, nazwane Anorrą, po głównej osadzie ciała niebieskiego, było podzielone na dziesiątki dzielnic. Tuż obok niezwykle luksusowego Zoroxu grubym murem wykonanym z durastali był oddzielony Frekker, znany bardziej jako Miasto toksyn, bowiem znajdowało się tu w powietrzu mnóstwo trujących substancji, które dzięki specjalnym emiterom powietrznym utrzymując się na powierzchni nie przekraczały granic murów rozsianych wokół całej, opustoszałej dzielnicy. Dzielnica jednak miała swoje zastosowanie – w fabrykach znajdujących się niemal wszędzie droidy zajmowały się produkcją komponentów do broni, statków i wiele więcej.
Głęboko pod powierzchnią swoją główną siedzibę założyli Mandalorianie liczący niemal tysiąc członków. Cała baza była odpowiednio zaprojektowana, wszędzie był filtry i czujniki zanieczyszczeń, a dostać się tu można było jedynie
przez sekretny tunel pod Zoroxem, gdzie często odbywały się nielegalne wyścigi podów.
W buntowniczej siedzibie odbywała się narada liderów wszelakich klanów i grup mandaloriańskich, które zrzeszała terrorystyczna organizacja.
– Grupa Trix wzorowo wykonuje swoje zadania, to Ordo są przyczyną naszego staczania! – krzyknął Ionxis Trix, wyraźnie zdenerwowany rozmową, którą przegrywał.
– Ordo siedzą cicho, wy Trixowie tylko ściągacie na nas uwagę Imperium, ciągłe zamachy, ataki, dlatego się nami zainteresowali – odpowiedział Feendar, który niedawno przybył. Nie był on powiązany z żadnym klanem, przed założeniem organizacji działał na własną rękę.
– Ale to ci imbecyle mieli zająć się dostawami broni od Krilla, a póki co dostajemy marne podróbki!
– To akurat fakt, Ordo nie zwracają na to uwagi, a jest to dość istotne, zwłaszcza, że broń nam się powoli zużywa. Ale powinniśmy się zając bardziej naszą organizacją. Póki co mamy zaledwie trzy... dwie bazy, nie wróży to niczego dobrego, tym bardziej, że na Keldac zaatakowało nas Imperium, a na Daliusie co jakiś czas jacyś przyziemni piraci – zmienił temat Feendar.
Główny zarządca organizacji, który trzymał ten motłoch w garści siedział na swoim fotelu wykonanym ze skóry smoka krayt, specjalnie obszywanym i niezwykle wygodnym, wiedział on, że jego dzieło chyli się ku upadkowi, właściwie nieodwracalnie. Do pomieszczenia wchodzi Axer Maveric, który natychmiast przyłącza się do rozmowy słysząc już część przez niedomknietą gródź.
– Na Keldac sprowadził ich Ryen, bo chciał złapać swojego syna, który pracował dla Imperium. Teraz szykujcie się, lecimy na Ilum. – Dodał szybko.


Superniszczyciel Frectiser, orbita Hyphosis

Niezwykle wielki pancernik dryfował na orbicie, spowity cieniem planety, poza jego ostrym przodem, na który padały słoneczne promienie. Obok niego były kolejne jednostki, mnóstwo jednostek, dziesiątki niszczycieli, krążowników i fregat. Ludzi dziwiło dlaczego blokada planety jest tak potężna, jednak wkrótce miała ona być przeorganizowana na flotę pod dowództwem admirała Kora Feryi'ego, który przebywał w swoim gabinecie położonym nieopodal głównego mostka Frectisera, a wraz z nim Casian Ordo i brygadier Yuuven Tarr.
– Brygadierze, pańska operacja stopniowego wyniszczania terrorystów idzie wyśmienicie, jeśli dodać do tego wcześniejsze dokonania trzeba przyznać, że zasługuje pan na awans, który panu gwarantuje po udanej inflitracji – Powiedział spokojnie admirał do zaufanego oficera armii, który od niecałego roku pod niego podlega. Rozmowa już się toczyła jakiś czas, teraz jednak Feryi podziękował Tarrowi, który zasalutował i wyszedł obracając się na pięcie w stronę grodzi.
– Dobra, Ordo. Dla ciebie mam z grubsza inne zadanie. Polecisz na Ilum, gdzie znajdują się pozostałości po potężnym Jedi... Maximie Tiellu. Nie ma co przedłużać, wszelkie dane zostały wysłane na twój datapad, nagroda będzie się wahała między 50.000 a 120.000 tysiącami kredytów. Jakieś pytania?
– Dlaczego nie wyślesz swoich ludzi? – zapytał łowca z założoną na sobie lśniącą, srebrną zbroją.
– Dobrze, że zadałeś to pytanie. Imperator surowo zabrania doszukiwania się przejawów działalności Jedi bez rozkazu od wyższej instancji pokroju dyrektora projektu, wielkiego moffa albo samego imperatora – mówi admirał. – Jak blokada planety będzie cię pytać po co przybyłeś powiedz, że musisz schwytać jakiegoś uciekiniera dla Feryi'ego albo cokolwiek, byle podziałało.
– Dobra, biorę to, wkrótce będę. – Odrzekł Ordo cofając się w stronę grodzi.
Admirał kilka minut po wyjściu mandalorianina, sam opuścił pomieszczenie. Stanął przed szybą iluminatora na mostku pancernika, jego ogrom sprawiał, że przód był ledwo widoczny. Kilku marynarzy na mostku często na niego spogląda, gdyż jest kosmitą, dziwnym kosmitą. Do Imperium jeśli już przyjmowano kogoś takiego to zazwyczaj wyglądał niemal identycznie, jak człowiek, Thrawn w praktyce różnił się tylko kolorem oczu i skóry.
Feryi należał do rasy Tokkas'si zamieszkującej wiele nieodkrytych jeszcze przez Imperium sektorów w nieznanych regionach. Chociaż rasa nie posiada takiej technologii, jak Imperium, to każdy uchodźca z tamtych terenów szybko i łatwo oswaja się z technologią. Mimo odległego pochodzenia, Tokkas'si są szanowani przez większość oficjeli imperium, przynajmniej tych, co zajmują wysokie stanowiska.
Tokkas'si było humanoidalną rasą, których twarz przypominała gada, często nosili maski do filtrowania powietrza, gdyż w ich domu panują zupełnie inne warunki do życia. Rasa ta również ma łuskowatą, zieloną bądź niebieską skórę i żółte ślepia, zdarzały się jednak osobniki o innych barwach na ciele.
Feryi swoją pozycję zawdzięcza Republice, ponieważ zasłużył się dla niej i imperator dopuścił go do dalszej służby we flocie. Ten dalej spoglądał w kosmiczną pustkę zasłanianą przez ogrom superniszczyciela, jednakże myśliwiec StarViper po wylocie z hangaru przeleciał przed mostkiem, następnie skacząc w nadprzestrzeń.

Następny →


Obok dawania możliwości tworzenia swojego własnego świata Gwiezdnych wojen celem Star Wars Fanonpedii jest gromadzenie twórczości znanej jako fanfiction. Opowiadań pisanych rozdziałami, które tworzymy od ponad trzech lat, jest już ponad 403, jednak ich liczba stale wzrasta.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.