FANDOM


Kanon
kanon
Emblem Imperium

Cień Imperium - Rozdział 6

Hyphosis

W hangarze superniszczyciela zebrały się trzy statki łowców nagród, których oczekiwał Feryi. Chciał on zaproponować coś korzystnego dla wszystkich – zarówno dla niego samego, jak i Tiella oraz łowców. Problemem niestety był Ordo, który żywił totalną nienawiść do Maverica, choć przybył on jedynie zameldować się i złożyć raport u Tokkas'siego. Wszyscy zebrali się na mostku Frectisera, byłemu Jedi przymocowano egzo-szkielet na dolne części ciała, aby mógł bez problemu się przemieszczać. W wyniku wypadku mocno się poturbował i złamał kość udową w jednej nodze.
Admirał spoglądał na flotę oraz planetę przez iluminator, gdy wszyscy Mandalorianie oraz upadły Jedi zebrali się kilka metrów za nim. Marynarze na nich ze zdziwieniem zerkali, oficerowie zaś z pogardą.
– Bez uprzejmości, przejdę do rzeczy – powiedział dowódca okrętu odwracając się do zebranych. – Wiem czego Tiell... A może raczej Urkan, szuka. Nie chcę wam w tym przeszkodzić, a wręcz przeciwnie – pomóc. Zapewnię wam dofinansowanie i ewentualną pomoc Imperium w poszukiwaniach. Możecie skorzystać z archiwum w poszukiwaniu informacji. Co do Ordo. Nie musi on brać w tym udziału, mogłyby powstać wewnętrzne konflikty spowodowane relacjami z Mavericiem.
– Chcę brać w tym udział – rzucił Casian.
– A my nie chcemy twojej pomocy, Feryi – powiedział Tiell wychodząc krok naprzód i splatając ręce na piersiach.
– Rozumiem. W takim razie nie dostaniecie miecza, nie znajdziecie kryształu.
– Nie próbuj nas szantażować.
– Kolejny krok, aby cię zmusić do współpracy?
– Chętnie.
Tokkas'si wyjął swoje ręce zza pleców, na lekki ruch głową adiutant wręczył mu wibromiecz, jaki Urkan niedawno ukradł. Dzierżąc go przejechał po zimnym metalowym ostrzu delikatnie palcem, wykonał kilka zgrabnych ruch i z uśmiechem na twarzy złapał mocno na klindze oraz na końcówce ostrza pełną siłą zginając oręż. Satyryczny uśmieszek prędko zmienił się w pogardliwą minę.
– Proponuję ci współpracę, pomoc a ty ją bezczelnie odrzucasz. Tak się odwdzięczasz za zapewnienie tytułu mistrza, Jedi? – krzyknął, głos rozniósł się na cały mostek, przekroczył także gródź prowadzącą na korytarz. Wszyscy przebywajacy na mostku obrócili się w jego stronę ze zdziwieniem.
– Idioto! Co ty robisz? – odparł równie głośno Tiell. – Potrzebowaliśmy tego w nienaruszonym stanie!
– Bzdura. Wierzysz w bajeczki o ołtarzu na Ruusanie? Jeśli starożytni cię nie wybrali, nie odkryjesz tajemnicy artefaktu... – odpowiedział ironicznym akcentem.
– Wszyscy, którzy tu są – nic nie widzieliście, nic nie słyszeliście, nie było tu was. Wyjść – z udawanym spokojem powiedział rozglądając się na wszystkie strony dawny Jedi. – Powiedziałem wyjść!
Feryi kiwnął lekko głową, co dla załogantów Frectisera było jasnym znakiem potwierdzenia rozkazu wydanego przez osobę spoza Imperium. Wszyscy bezpanicznie opuścili mostek. Mandalorianie milczeli, przyglądali się rozmowie. Tiell agresywnie podszedł do admirała, mimo nałożonego egzo-szkieletu nie odczuwał bólu jaki powinien się pojawić po mocnym waleniu nogami po metalu.
– Pożałujesz wszystkiego co zrobiłeś, bezczelna świnio – powiedział tuż przed twarzą spokojnego Feryi'ego Tiell, opluwając mu maskę gazową.
Maxim zacisnął pięść. Mimo wypadku, powróciły mu siły, przynajmniej na tyle, aby uderzyć starego przyjaciela. Dłużej się nad tym nie zastanawiał, impulsywnie zamachnął się, stało się jednak coś niespodziewanego. Jego pięść się zatrzymała tuż przez nosem Tokkas'siego. Nie mógł poruszać całym swoim ciałem. To za sprawą Feryi'ego, bowiem skorzystał z tego, czego sam się od niego nauczył posługiwać w taki sposób – z Mocy.
– I kto tu jest bezczelny... Nieistotne, dziękuję ci, że zmusiłeś moich ludzi do wyjścia. Są lojalni, ale tego mogliby już nie zaakceptować. Wiem kogo trzymam na mostku, nawet posiadam odpowiednio przydzielonych marynarzy, nie byle chłystka, który dopiero opuścił progi akademii.
Axer Maveric wysunął się kilka kroków w przód, zawsze miał do dodania swoje słówko, tak samo było i tym razem.
– Dosyć Kor, puść go.
– Zapamiętałem to czego mnie nauczyłeś. Dziękuję ci za trening, za wszystkie wspólne chwile... Ale jakie te słowa mają znaczenie, gdy taka jest twoja odpowiedź. Przyjmujesz ofertę? – zapytał żenująco Tokkas'si, nie zlekceważył słów Maverica, puścił swojego więźnia.
Po wyzwoleniu z rąk Mocy Tiella, ten upadł. Okaleczone nogi zaczęły go mocno boleć, kości lekko wystawały. Ten jednak sobie tylko powiększał ból trzymając je skulone przy brzuchu. Gdy jego stan się lekko poprawił, spróbował powstać, co mu się ledwo udało.
– Tak, przyjmuję. Ale nie wybijesz się na tym, poza wiedzą nic nie dostaniesz – odparł.
– Rozumiem. Chciałem jedynie pomóc, nie myślałem nad wykorzystaniem okazji w taki sposób. Poszukiwania świątynii na Ruusan rozpoczniecie wspólnie za tydzień. W tym czasie, jeśli pozwolicie, wyczyścimy waszą broń, zbroję i naprawimy wszelkie usterki na pojazdach – zaproponował admirał. – Ja wraz z Mavericiem zajmę się odnajdywaniem zaginionych odłamków kryształu, wy odkryjecie lokalizację ołtarza i rozbijecie tam obóz do czasu przybycia Imperium. Możecie przez kilka dni robić to, co chcecie, ale nie rozrabiajcie na moim statku – zakończył i wyszedł wpuszczając za sobą załogę stacjonującą na mostku.


Dwa tygodnie później
Ruusan

Projekt nie poszedł zgodnie z myślą Feryi'ego. Mandalorianie zrezygnowali – poszli w swoją stronę. Feendar jakimś cudem zdołał się pogodzić z Mavericiem i Krillem, razem pilnują interesów dla Czarnego Słońca, które straciło przywódcę. Nie jest dokładnie wiadome co się stało z Ordo, zapodział się gdzieś w dalekich odmętach galaktyki, gdzie zarabia na mniejszych zleceniach dla niewielkich grup przestępczych, co niektórych z ambicjami na świetlaną przyszłość. Tiell został, szukał wszystkiego, Tokkas'si mu w tym pomagał.
Zgodnie z informacjami jakie udało się im zebrać, poszukiwana świątynia, a może raczej ołtarz bądź kaplica, powinna się znajdować w jednym z niewielu miejsc na planecie, które nie ucierpiały w czasie brutalnej kampanii, jaka się tu rozegrała przed tysiącem lat. Musiał przeszukać las przekraczający powierzchnię kilkuset hektarów w poszukiwaniu niewielkiego zabytku Mocy. Ponieważ był Jedi, mocno też wyczuwał wpływ kaplicy na niego, mógł w przybliżeniu stwierdzić gdzie się znajduje, jednak Moc była mocno zakłócona, co nie raz prowadziło do zmiany teoretycznego kierunku poszukiwań.
W końcu znalazł cel. Moc go rozrywała od środka, silne skupisko niedokładnie wyczuwalne od dziesiatek parseków... Pożądana wiedza wkrótce może dostać się w jego ręce, lecz nieznane są konsekwencje. Brakowało jednego fragmentu układanki – osoby zdolnej do otworzenia wrót zabytku Jedi sprzed tysiąca lat. Może to Tiell nim był, a może ktoś inny. Na całym ołtarzu wygrawerowane były znaki, hieroglify, wskazówki. To one miały doprowadzić do odnalezienia wybrańca mającego posiąść tą wiedzę...


Koniec aktu I

← Poprzedni • Następny →


Obok dawania możliwości tworzenia swojego własnego świata Gwiezdnych wojen celem Star Wars Fanonpedii jest gromadzenie twórczości znanej jako fanfiction. Opowiadań pisanych rozdziałami, które tworzymy od ponad trzech lat, jest już ponad 403, jednak ich liczba stale wzrasta.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.