FANDOM


Kanon
kanon
Real
Świat rzeczywisty
Sw logo

Clone Wars Story: Lądowanie na Kashyyyk

Kanonierki leciały strasznie głośno i całym pokładem pomiatało. Nie jest tajemnicą, że armia klonów nie kosztuje mało i Republikę nie stać na najnowszej klasy sprzęt. CT-87645 ściskał swój karabin w dłoni, patrząc przez małe okienko na plażę i wielkie działa, przez które mieli się przebić. CT-87645, a raczej żołnierzowi Republiki dla przyjaciół znanemu jako Pete, przypominały się momenty szkolenia. Sterylnie czyste sale do ćwiczeń i najnowszej klasy symulatory. Nawet kanonierka, którą miał okazję się przelecieć podczas ćwiczeń strzeleckich, nie miała nawet zadrapania. Tutaj było wręcz zupełnie odwrotnie, wewnątrz śmierdziało olejem, wszystko było brudne, a ściany sprawiały wrażenie przyklejonych ledwie taśmą.
– Szykuj się Pete – powiedział przy lądowaniu Kirck, jeden z lepszych przyjaciół Peta.
To była pierwsza misja tego oddziału. Mieli lecieć pomóc jakiejś wiosce, gdzieś na Zewnętrznych Rubieżach, ale nagle rząd skierował wszystkie jednostki w pobliżu do odbicia plaż na Kashyyyk.
Statek wylądował nad płytką wodą i klapa zaczęła się powoli otwierać. Nagle rozległ się straszliwy huk. Kanonierka obok wybuchła i paląc się wpadła na kolejną. Szybkie działa zaczęły ostrzeliwać klony, zanim wyszły z pojazdów. Pete, który stał jako ostatni, widział, jak strzały zabijały piątkę jego kolegów z przodu, a ich ciała wypadały do wody, która robiła się czerwona.
– NAPRZÓD!
– BIEGIEM!
– SRAĆ NA NICH WSZYSTKIM CO MACIE!
Pete szybko zaczął biec po morzu
– Karabast PETE! Musimy dobiec to tych betonowych słupów – krzyknął Kirck, zagłuszany przez wystrzały.
Nagle spod dział wybiegły droidy. Podobnie jak kanonierki, nie były idealne. Większość z nich miała rysy, niektóre wyglądały na przypalone. Nagle jeden z mój wrzucił do ostatniego pojazdu granat zapalający. Płonące klony wyskakiwały do wody, ale była ona zdecydowanie za płytka.
Pete dobiegł do słupa wraz z kolegą. Kirck przy drugim słupie stał obok postrzelonego droida z wyrzutnią rakiet. Klon chwycił więc broń, wyszedł na pole bitwy i wymierzył bazzokę w największe działo na plaży. Krzyknął:
– Giń skurw…
Bum. Wielki laser zdmuchnął go dosłownie z plaży i rozwalił na parę kawałków. Jego krew wylądowała na Pete'cie. Pete usiadł i zaczął się trząść
Nagle zza piasku wyskoczył droid. Klon, postrzeliwszy go, zobaczył jego puste oczy i zdał sobie sprawę, czemu mieli nad nimi przewagę.
To droidy. Nie mają emocji. Nie boją się gdy komuś z oddziału granat oderwie nogi.
No i wielkie laserowe działa też mogą dodać trochę przewagi swoją drogą.
Wyszedł więc idąc przez wszystkie odłamki z karabinem w ręku i zaczął torować drogę oddziałowi. Nagle działo się wyłączyło. To Wookiee z tyłu przejęli artylerię wroga i ją wyłączyła. Oddziały na plaży miały tylko odwrócić uwagę.

Przeczytawszy to, podstarzały mężczyzna odłożył dziennik i poprosił o jeszcze jednego drinka. Siedział w kantynie na tropikalnej planecie. Kosmita przypominający kota spytał się:
– No dobrze, zakupię do wystawy za… 5000 kredytów?…
– Umowa stoi, panie Jinnkel
Kosmita wziął dziennik w rękę i spytał się
– Przepraszam, wiem, że to nie profesjonalne, ale tak z czystej ciekawości: skąd pan ma ten dziennik. Jest Pan…
klonem?
– Owszem. To zapiski z oddziału mojego kolegi.
– Co się z nim stało?
– Jak reszta klonów zamieszkał na Agomar. Ale ja zawsze byłem bardziej… ukhm… jeśli chcesz, mam też dużo innych pamiątek po tym konflikcie.
– Nie mam przy sobie teraz tylu kredytów, ale odezwę się. Mogę zapisać twój numer. Jak Ci ja imię?
– Niektórzy mówią na mnie Rex.


Obok dawania możliwości tworzenia swojego własnego świata Gwiezdnych wojen celem Star Wars Fanonpedii jest gromadzenie twórczości znanej jako fanfiction. Opowiadań pisanych rozdziałami, które tworzymy od ponad trzech lat, jest już ponad 408, jednak ich liczba stale wzrasta.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.