FANDOM


Kanon
kanon
Real
Świat rzeczywisty

Sw logo

Clone Wars Story: Powrót do domu

Oddział kroczył po opustoszałym mieście. Pogoda nie była zła, po prostu szara. Wokół słychać było jedynie wiatr, a w powietrzu szybowały gazety i ulotki drukowane przez lokalnych mieszkańców. Jednak w domach nie było nikogo. Z dala wielki krążownik republiki rzucał cień na ulice.
Coś przemknęło między oczami żołnierzy. Wycelowali, jednak pozostali na miejscach. Nagle w sąsiednim oknie coś zaskrzypiało
– Wyluzujcie! To tylko kot!
Casey schylił się i pogłaskał zwierzaka. Nagle usłyszał wystrzał i padł martwy. Kot uciekł. Ostrzał nastąpił nagle, z każdej strony. Oddział biegł przed siebie, padając jeden po drugim. Jedyny ocalały – nasz bohater Chic – zdążył przeskoczyć za mur i wybiec do alejki. Tam spotkał go kolejny ostrzał, tym razem ze strony pobratynców.
– Hej, jestem klonem. Klonem – wykrzyczał, podnosząc ręce do góry. Ostrzał dobiegł końca, jednak stacjonujący żołnierze przepuścili Chica. Zrobili to tak pobłażliwie, jakby od zaraz musieli być gotowi do dalszej defensywy.
Chic wbiegł do piaszczystych doków gdzie trzy krążowniki ładowały maszyny kroczące, pojazdy i żołnierzy. Wiatr przywiał ulotki w ich stronę. Żołnierz chwycił jedną z nich, na której widniał napis „POMÓŻMY KLONOM WRÓCIĆ DO DOMU. RAZEM MOŻEMY ZDZIAŁAĆ WIĘCEJ”.
Faktycznie, mieszkańcy Agumarr mieli dług wobec Republiki. To oni pomogli im odeprzeć dwa ataki Separatystów, przynosili pomoc podczas ciężkich bombardowań i innych zbrodni wyrządzonych przez Dooku i jego wysoko postawionych przyjaciół Separatystów. Jednak nastał dzień, gdy niemożliwa stała się walka o Agumarr. Jedyne, czego Republika potrzebowała, to sprowadzić klony z powrotem.
Chic szedł między tabunami żołnierzy i mieszkańcami przenoszącymi broń. Ustawił się do jednej z kolejek prowadzących na krążownik. Zaraz za nim przybiegł kolejny klon – pilot AT-TE.
– Hej, kolego – odwrócił się ktoś z kolejki. Pilot nie zareagował, będąc najwyraźniej jeszcze zszokowanym lub ogłuszonym.
– Słyszysz mnie? To kolejka dla szturmowców. Piloci odlecieli pół godziny temu
– Przecież muszę stąd odlecieć – wydukał.
– Nie obchodzi mnie to. Macie swój krążownik, masz stąd…
W tym momencie usłyszeli huk. Wszyscy obecni spojrzeli w niebo i ujrzeli nadlatujące droidy-sępy.
– Wszyscy na piasek!

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.