FANDOM


Alternatywy
alternatywy
Real
Świat rzeczywisty
Kan
Kandydat na polecany na grudzień 2015

— Autor: Henio z Tesco

Dawno dawno temu, w odległej galaktyce....
Beka
Część szósta: Mroczny mrok, ale jest z nami Jedi!


Tatułańska noc jest dość nietypowa. Jeszcze przez godzinę zachodziło drugie słońce, ale Szymon Ivanov już spał. Ostatnim ze zgrai był Arek Warka, który opłakiwał "śmierć" kolegi. Gdyby wiedział, że kilka kilometrów...

Tymczasem na Coruscant był dzień. Mistrz Yoda jak zwykle szkolił młodzików, w tym Obi-Wana. Do Yody podszedł młody Dżedaj, Finn Adi-Dass.

- Mistrzu? Co mam robić?! Nudzi mi się! Miszczu? Mogę mówić "Miszczu"?

- Umm, Finnie. Tobie nudzi się? Hmm... Niech pomyślę no troszku. Gdzieżby tu Finna zabrać? No, gdzie? Może tak na Hoth narty?

- Nie, Yodo... Byłem tam na misji. Strasznie zimno...

- To może tak w Katooine tropiki, wysłać cię mam?

- Tam nie ma ludzi, Mistrzu.

- Umm. Wybredny znalazł się... To klimaty suche może tak? Tatooine, planeta taka na Rubieżach Zewnętrznych? Na granicy ich, to blisko...

- To jest to! - wykrzyknął Adi-Dass i zbiegł na lotnisko. Wziął fajtera i odleciał.

Gdy Finn był blisko Układu Toine, Yoda dowiedział się o martwym Patafianie i jego Miszczu. Chciał zawrócić Dżedaja, ale było za późno.

Finn wylądował. Podszedł do stojącego obok Szymka i poprosił go o kawę.

- Lecz kim ty jesteś?!

- Wolisz nie wiedzieć...

- Właśnie że nie!

- Właśnie że tak!

- Nie!

- Tak!

- Nie!

- Tak!

- Tak!

- Nie!

- Ha! Wygrałem - powiedział jeden z nich (pogubiłem się).

Szymon poszedł posłusznie po kawę i żabie udko z targu. Dał je sekretnemu Jedi, a ten zażądał zamieszkać na przedmieściach Mos Eisley. Tak się stało! Mieszkał w małym lokum, gdzieś w pobliżu rodziny Skywalker. Ogółem - nie było tam zbyt wygodnie. Pewnego dnia przyszedł do niego Arek.

- Cześć! - powiedział. - Może powiesz kim jesteś?

- Jedi... - odpowiedział Finn.

- Ale imię nie zaw... Jedi?!

- Finn Adi-Dass - odpowiedział Finn Adi-Dass.

Na pytanie o Dżedaju nie było odpowiedzi. Po prostu było.

- Wstąp w nasze szeregi! - zaproponował Arkadiusz.

- Co? - zdziwionym głosem, mamrotając coś pod uchem i jeszcze mrużąc oko spytał Finn.

- To! potrzebujemy członka takiego jak ty!

- Wyczuwam problem... I zakłócenie Mocy!

- Te wasze Moce... - powiedział Arek i se poszedł.

Pół miesiąca minęło. Wtem do Mos Eisley przyleciał dziwnie czarny statek. Wyszedł z niego dziwnie czarny mężczyzna, a dziwnie czarny, bo nie Murzyn. Wysłał na przeszpiegi dziwnie czarnego Gonka. Dziwnie czarny facet powąchał dziwnie nie-czarnym nosem, lecz nosem ukrytym w cieniu rzucającym przez dziwnie czarny kaptur. Nie było wątpliwości - dziwnie czarny wyczuł Moc... Czyżby to był Sith? Czy Dziwnie czarny jest Sithem? Ba! Czy jego Gonk jest Sithem? Nie wie tego nawet Yoda. A może wie? Sam nie wiem...

Było to dziwne, dziwnie czarne wydarzenie. Nazajutrz owy Dziwnie czarny gościu poszedł do już nie tak dziwnie czarnej, bo ciemnej jaskini.

- Wyczuwam silne zakłócenia Mocy - oznajmił wtedy Finn.

Protagoniści poszli więc z Finnem i mapą sprawdzić, czy rzeczywiście Moc jest zachwiana. Gdy doszli oczom ujrzeli odcięte głowy Tuskenów. Przerażony Szymuś chciał uciekać, lecz Finn go powstrzymał. Na trzy weszli do jaskini. Było ciemno jak w czterech literach. Nie byle jakich literach, bo WIELKICH LITERACH. Adi-Dass na szczęście zapalił klingę swego miecza świetlnego. Mrok i tak dawał się we znaki. Był to kolejny argument, dla którego tu przyszli. Po przejściu około dwudziestu metrów w oddali zaświeciło się słabe, czerwone światełko. Światełko to było dziwnie podłużne. Owe światełko zbliżało się i zbliżało, aż było na tyle blisko, że wyłonił się też Dziwnie czarny pan.

- Jestem Darth Tur... - na tą kwestię przygotowywał się jakieś pięć minut, a została popsuta w łatwy sposób.

Finn odepchnął Sitha, który przedstawił się jako "Tur...". Być może był to Turban. Nie wykluczone, że to on, a nawet może być to potwierdzone! Nie mniej jednak nie był to Sith urodzony w roku 138 BBY. Przedstawił się on jeszcze raz:

- Darth Turek!!! - i rzucił się z krzykiem na Dżedaja. Walka trwała. Pojedynek nie miał końca i przeniósł się na zewnątrz. Bili się bez utraty przytomności. Z każdym uderzeniem szalka zwycięstwa huśtała się a to w prawo, a to w lewo. Jeden fałszywy ruch, a ktoś zginie. Oberwał Turek, który po tym upadł na piasek. Zdjął z głowy aparaturę do widzenia w ciemności, która mu tylko przeszkadzała. Zaczął pojedynkować się na nowo. Walczyli kolejne cztery minuty, aż upadł Finn. Turek chciał zadać ruch ostateczny, lecz wtem pojawił się... Jawa! Chciał on zabrać aparaturę Turka. Reakcji chyba się domyślacie

Bezkompromisowo, walkowerem wygrał Finn. Razem z nowymi kolegami odszedł ku zachodowi słońc...

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.