Autor: Cashao
Fanon alternatywny
alternatywy
Świat rzeczywisty
Świat rzeczywisty
Złoty puchar za min. 50 tys. bajtów
ZŁOTY PUCHAR (50 000+ bajtów)

Sw logo.png

Imperium: Nowa Generacja: Kontratak Qana Riouna cz. IV
Wielkość: 50 175 bajtów

Kapitan przyglądał się gaśnięciu silników statku, który zaczął bezwładnie dryfować przed siebie w przestrzeni kosmicznej. W myślach przyznał, że korweta prezentowała sobą interesujący widok - jak każda niemal schwytana ofiara.
Cztery myśliwce rozdzieliły się i z kilku różnych stron minęły statek. Varlon nie musiał nic mówić, żeby wszystkie działka osaczonego pojazdu zostały zindetyfikowane, a lotnicy zapamiętali swoje cele. Kapitan za to przekręcił parę pokręteł na jednej z konsolek i nawiązał połączenie z „cywilnym” statkiem. Oficer odkaszlnął głośno i lekko poślinił wargi językiem, nim wypowiedział zdanie w rzadko używanym przezeń języku - basicu.
- Tutaj kapitan Varlon z Lotnictwa Konfederacji Atronu do niezidentyfikowanej korwety. Podajcie swoją afiliację, identyfikację oraz cel kursu. Brak odpowiedzi w ciągu dwudziestu sekund zostanie potraktowany jak opowiedzenie się po stronie wojsk Nowej Republiki i poskutkuje całkowitą anihilacją korwety.
Lotnik czekał na odpowiedź, nie przerywając latania dookoła statku. W końcu nadeszła po upływie kilkunastu sekund.
- Tutaj pierwszy pilot korwety typu Jarugah C02. Jesteśmy załogą statku cywilnego z Matagaru. Transportujemy uchodźców - odpowiedział pośpiesznie głos z komunikatora.
Varlon wyczuł w głosie swego rozmówcy zaniepokojenie. Jego prawy kącik ust powędrował w górę tworząc pewny siebie uśmieszek.
- A numer identyfikacyjny waszego statku?
- Co? - zapytał skonfundowany pilot. Dopiero po chwili załapał o co chodziło - Aaaa… Numer identyfikacyjny! Już przesyłam, sir.
Varlon zaśmiał się w duchu ze swojego rozmówcy. Miał już pewność, że kłamał.
Na jednym z jego panelów wyświetliła się sekwencja liter i liczb, która była numerem identyfikacyjnym korwety.
- Pilocie - zaczął Varlon.
- Tak, sir? - mimowolnie odrzekł pierwszy pilot.
- Czemu statek Wydziału Naukowego transportuje uchodźców?
- Takie były zarządzenia ewakuacyjne, sir.
- Nieźle z tego wybrnąłeś, kłamco - pomyślał Varlon - Ciekawe czy z tej pułapki wybrniesz.
- Wszyscy na pokładzie jesteście wojskowymi NR, prawda? - kapitan zapytał nieoczekiwanie zmieniając temat.
- Nie, sir - pierwszy pilot skłamał, wiedząc, że odpowiedź twierdząca zakończyłaby się walką - Jesteśmy cywilami.
- Dlatego mówisz do mnie „sir”, cywilu? - oficer zadał podchwytliwe pytanie.
- Eeee… Noo… - pilot próbował wymyślić jakąś wymówkę.
- Zawołaj swego dowódcę, pilocie. Może on będzie mniej kłamał niż ty - zaśmiał się Varlon, patrząc z politowaniem na komunikator, z którego wychodził głos nieszczęśnika.
- Będzie pan musiał chwilę zaczekać… - odburknął dygoczący ze strachu pilot.
- Nie, nie będę czekać. Ma on się zjawić natychmiast - stanowczo odparł Varlon pociągając za spust.
Wystrzały jonowe poleciały prosto w jedną z przypadkowych sekcji korwety, dezaktywując ją chwilowo i wstrząsając załogą będącej koło miejsca trafienia.
- Jeśli nie chcesz surowszych konsekwencji to przyprowadź dowódcę natychmiast - rozkazał kapitan.
- R-rozumiem, j-już i-dę po niego… - wybełkotał przerażony pilot odchodząc od „słuchawki”.


Border.png

Starszy sierżant Luther Higinss opuścił pokój Ardinna i Traxa. Czuł się upokorzony po tej rozmowie. Po raz pierwszy przemoc i siła nie wystarczyły, żeby narzucić swoją wolę i rację. Po raz pierwszy musiał negocjować coś z więźniem, a jego zdanie okazało się błędnym. Nie, tak nie może być. Ardinn się mylił. Gdyby przestrzegał przepisów to by tak nie skończył. Higinss nie wiedział jakich przepisów Mishel powinien przestrzegać, a nie przestrzegał, ale była to niezła wymówka w tej chwili, gdy był w stresie. W końcu po raz pierwszy znalazł się tak blisko porażki.
Podoficer natychmiast poszedł w kierunku pobliskiego kokpito-mostka okrętu. Nagle grodzie tego pokoju się otworzyły i wybiegł z nich przerażony pierwszy pilot. Rozejrzał się dookoła. Wtem dostrzegł Higinssa i natychmiast do niego podbiegł.
- Sierżancie… - zaczął pilot Wojsk Bezpieczeństwa. Nerwowo spojrzał za siebie. Upewnił się, że grodzie są zamknięte i odetchnął z lekką ulgą.
- Co się stało, pilocie? - zapytał podejrzliwie Luther unosząc brew do góry.
- Wrogi kapitan… się z nami połączył… wie, że jesteśmy wojskowymi… - z trudem pierwszy pilot odpowiedział.
- Opisz logiczniej. Wstęp, rozwinięcie, zakończenie.
- Nie! Nie mogę! On zniszczy statek, jeśli nie przyjdzie pan natychmiast na mostek!
- Skończ srać pod siebie i bełkotać! - Luther wkurzył się tchórzliwą postawą podkomendnego i natychmiast go spoliczkował. Pilot zatoczył się i upadł na podłogę.
Oszołomiony lotnik jęknął z bólu. Wstał z trudem, masując swój policzek dłonią. Spojrzał na podoficera wzrokiem znaczącym „Za co?”.
- Idźmy na mostek lepiej - oznajmił Higinss.
- Tak, sir… - odparł pilot idąc za dowódcą. Mruknął niechętnie pod nosem, gdy obaj wchodzili na mostek - Tak będzie lepiej…


Border.png

Pierwszy pilot usiadł na swoim miejscu. Podoficer stanął między fotelami obydwu lotników. Nieznany mu głos odezwał się z komunikatora statku.
- Pilocie, przyprowadziłeś wreszcie swego dowódcę?
Nim lotnik mógł odpowiedzieć, przełożony pilota nacisnął guzik włączający mikrofon.
- Tutaj starszy sierżant Luther Higinss, dowódca tej korwety.
- Kapitan Varlon z tej strony - głos nieznajomego zmienił się ze zniecierpliwionego w żartobliwy - Miło mi, że rozmawiam z manadżerem.
- Jeśli… - Luther zaczął rozmowę nienaturalnie (dla siebie) skomplikowanym i uprzejmym zdaniem - …ma pan kapitan jakieś sprawy do omówienia, panie kapitanie, to możemy teraz o nich porozmawiać.
- Fajna ta wasza załoga. Pilot-kłamca i sierżant-wodolejski - zaśmiał się głośno Varlon - Kogo tam jeszcze macie? Kaprala-marudę i doktora-sadystę?
- Nie wyprowadzi mnie pan z równowagi tak łatwo, panie kapitanie - odparł twardo Higinss.
- Ależ skądże, sierżancie. Nie zależy mi na wyprowadzaniu pana z równowagi - atroński oficer śmiał się lekko, nim stopniowo spoważniał - Nie przedłużając tej rozmowy. Jeśli nie chce pan zginąć za chwilę to wasza korweta ma się poddać natychmiast.
- Żąda pan kapitulacji? - zapytał Luther z udawanym zdziwieniem.
- Owszem. Natychmiastowej.
- Kapitulację? - Higinss przeciągnął to słowo jakby zastanawiał się nad czymś. Potem pokiwał głową, niby upewniając się, że dobrze usłyszał. Ledwo wypowiedział głośne i powolne „Hmmmm”, a już zasypał oficera Atronu pytaniami - A jaką mam gwarancję, że będziemy dobrze traktowani gdy trafimy do niewoli? Jak pan zamierza traktować jeńców?
- Będziecie tak traktowani jak nasz kamrat, którego ponoć trzymacie w niewoli na waszej korwecie - skontrował Varlon.
Luthrowi ściekały stróżki potu po twarzy. Jeśli miałby być traktowany tak jak ich jeniec to jego los byłby marny.
- Jaki kamrat? Nic mi o nim nie wiadomo - Higinss mimo wszystko zachował twarz.
- Nie zmyślaj, sierżancie, jeśli nie chcesz obudzić się zaraz w próżni - Varlon przy pierwszej połowie zdania miał mniej pewny ton. Podoficer to zauważył.
- On tylko grozi. Nie jest pewny czy mam jeńca. Nie może być pewny. Nikt poza moim zespołem, zatrzymanymi i generałem Riounem nie wie o tej misji. Nikt z nich nie mógł mu tego zdradzić. Nie ma on jak tego wiedzieć - Higinss szybko myślał co by tu zrobić - Trzeba, więc spróbować odwrócić jego uwagę od tego.
- Jest pan kapitan świadomy, że Nowa Republika podpisała IV konwencję Toydariańską i III konwencję Orindańską, więc jeśli będzie pan kapitan traktował nas wbrew jej zasadom określonym w wersji z 46 ABY z poprawkami z 49 ABY to zostanie pan kapitan uznany za zbrodniarza wojennego?
- Tak, i co z tego? Nie jesteście jeszcze jeńcami, więc mogę z wami zrobić co chcę, na przykład, zniszczyć wasz okręt.
- Zrobiłby pan kapitan tak? To byłoby niehumanitarne! Nie tego się po panu kapitanie spodziewałem! - Higinss wysilał się, żeby jego udawane oburzenie brzmiało najbardziej naturalnie.
- Prawdę mówiąc, zaczynasz już mnie nudzić swoim bezsensownym gadaniem - głos Varlona zdradzał oznaki poważnego znudzenia - Liczyłem, że będzie zabawa, ale skoro wolisz lać wodę to mam dla ciebie tylko jeden wybór.
- Jaki?
- Kapitulacja albo śmierć - kapitan oznajmił lodowato.
- Ale, panie kapitanie, tak nie możn-…
- Nie ma żadnego „ale”. Podejmij decyzję, sierżancie. Natychmiast - ostatnie słowo brzmiało niemal jak zirytowane warknięcie.
Luther zamilkł, zdejmując wskazujący palec z guzika „press-to-speak”. Cała pewność siebie go teraz opuściła, gdy stracił pole manewru.
- Skończyły się opcje. Pozostaje mi tylko czekać…
Nadziejom Luthra został zadany cios, gdy usłyszał z komunikacji z Varlonem następującą wymianę zdań.
- Bravo 3-1, otwórzcie ogień w mostek korwety i jego okolicę za 20 sekund. Zniszczyć ten rejon natychmiast.
- Tak, sir!
- Nie mam już co zrobić, kapitulacja nie wchodzi w grę, a czas upłynął. Przegrałem… - pomyślał podoficer uderzając pięścią w technoblat - Wybacz, generale Riounie, ale zawiodłem w realizacji twego planu. Nie zasługiwałem na twe nadzieje.
Wtem usłyszał pikanie ze swojego komlinka zamontowanego przy uchu. Jego prawa dłoń w oka mgnieniu znalazła się tam i nacisnęła guzik.
- Tu Kyle.
- O co chodzi? - spytał z rezygnacją sierżant Wojsk Bezpieczeństwa, po czym mruknął - Za późno już na dobre wieści, pilocie…
- Naprawiłem połączenie między zapasowym zasilaniem, a silnikami. Natomiast Ardinn tylko czeka na sygnał - poinformował Kyle.
- Udało im się? Jednak mamy szanse!
- Niech nie marnuje ani sekundy i zacznie dywersję natychmiast!
- Aye, aye, sir! - żartobliwym tonem potwierdził Kyle, rozłączając się.
- Drugi pilocie, dane do skoku są obliczone?
- Potrzeba mi jeszcze około pół minuty, sir - odparł drugi pilot podoficerowi.


Border.png

Varlon miał nadzieję, że jego ostentacyjne wydanie rozkazu w sposób słyszalny dla sierżanta, złamie ducha wrogiego dowódcy. Gdy upłynęło dwadzieścia sekund, uruchomił kanał ogólny klucza, żeby wydać rozkaz.
- Bravo 3-1, ogień na moją komen-...
- Podjąłem już decyzję, kapitanie! - wykrzyknął sierżant z całych sił.
- Bravo3-1, wstrzymać ogień! - rozkazał Varlon, po czym włączył mikrofon do kanału z korwetą - Jaką? Kapitulujesz, sierżancie?
- Podjąłem decyzję, żeby żyć… - oznajmił Higinss.
- Mądry wybór. Przekazujesz, więc okręt pod moją kontrolę, sierżancie? - upewniał się oficer na wszelki wypadek.
- ...żyć i walczyć! - wykrzyknął Luther.
W tym oto momencie jedna z wieżyczek korwety otworzyła ogień laserowy prosto w jeden z myśliwców Atronu, uszkadzając go.
- Ty zdradziecki sierżancie! Jak śmiałeś?!
- Tu Bravo 3-1-3! Zostałem trafiony! - zameldował nieszczęśnik.
- Bravo 3-1-3, jeśli możesz walczyć to kontynuuj walkę.
- Dam radę, sir!
- Bravo-3-1-1, Bravo 3-1-2, Zniszczyć tę wieżyczkę!
- Tak, sir!
- Tak, sir!
- Ja zajmę się kokpite-... - coś wstrząsnęło pojazdem Varlona wtrącając się mu w zdanie.
Kapitan spojrzał w tę stronę i okazało się, że parę innych małych wieżyczek statku otworzyło w jego stronę ogień.
- Nieważne! Zniszczyć wpierw te działka! - rozkazał oficer.
Cztery myśliwce zwróciły się w stronę kilku wieżyczek zamontowanych na okręcie, otwierając w ich stronę ogień oraz wykonując zwrotne manewry. Po niecałych dziesięciu sekundach z działek został jedynie złom rozdzielone na dziesiątki albo setki małych kawałków. Gdy Atrończyk, mógł pomyśleć, że wreszcie odniósł sukces, ktoś odezwał się w jego komunikatorze. Ktoś nieproszony. Ktoś mający wyjątkowo irytujący głos.
- Żegnaj, kapitanie Varlonie! - Luther pożegnał się żartobliwie.
Nim oficer mógł choćby mrugnąć, silniki ściganego statku zmieniły kolor z niebieskiego na jasnoniebieski, a potem z jasnoniebieskiego na biały. Energia silników zwiększyła się w zawrotnym tempie. Korweta po niecałej sekundzie zaczęła oddalać się od Atrończyków i “rozciągając się”, po czym wskoczyła w nadprzestrzeń.
Varlon trzymając drążek lotniczy odpowiedzialny za pilotaż myśliwca, wpatrywał się w ten widok, z którym nic nie mógł począć. Kapitan zrozumiał, że stało się to czego najmniej się spodziewał - przegrał.
- Uciekli! Ale jak to możliwe?! - powiedział sam do siebie, zatapiając się w myślach - Gdzie popełniłem błąd? Kiedy? Czekaj! Popełniłem błąd? Zawiodłem? Jak to możliwe?! Jak to do cholery możliwe!? Mój przeciwnik był tak słaby! Miałego go na widelcu!
Varlon pochłonięty swoimi rozmyślaniami i własną, pośpieszną analizą sytuacji, odciął się na chwilę od świata rzeczywistego. Wtem zaczął słyszeć jakiś głos… głos… głos, który chyba pochodził z głębi dna morza, bo tak był odległy. Czekaj! Ja jestem w kosmosie, a nie jeziorze! Głos stawał się stopniowo bliższy i wyraźniejszy, aż usłyszał… usłyszał kogoś znajomego kto na niego… krzyczał.
- Varlon! Żyjesz?! Wszystko okej?! Odezwij się! Odezwij się do cholery!
- Spokojnie, Heasm. Nie musisz się tak o mnie martwić. Nie mogę się chwilę zamyślić? - odparł przybity kapitan siląc się na śmieszkowaty ton, który brzmiał teraz sztucznie.
- Co zrobiłeś z korwetą, że zniknęła? - zapytał Heasm, akceptując milcząco, że poprzedni temat był niewarty kontynuowania.
- Nic - odburknął Varlon.
- Jak to nic? - oficer był zdziwiony odpowiedzią, która była niezrozumiała.
- Nic skutecznego nie zrobiłem. Korweta uciekła w nadprzestrzeń - Varlon wyznał z zauważalną rezygnacją w głosie.
- Ah… Varlon… Znowu się wygłupiałeś? Komandor będzie niezadowolony… - Heasm wydał z siebie głośne wzdychnięcie. Nie narzekał na Varlona. Nie, w żadnym wypadku. Po prostu go dobrze znał i była to już nie pierwsza wpadka (chociaż poprzednie były dużo mniejszego kalibru). Ciężko mu było dowiadywać się o klęsce przyjaciela.
- To nie o to chodzi... - kapitan już miał zgłosić sprzeciw, ale poddał się w połowie sprzeciwiania - A z resztą nieważne…
- Back-to-back, skoro skończyłeś marudzić to pilnie wróć do mnie z Bravo Trzy Jeden - powiedział Heasm z wysiłkiem.
- Co się stało? Wróg dosłał posiłki? - dopytywał się młody oficer.
- Tak, siedemdziesiąt maszyn. Włącznie z resztkami poprzedniej grupy mają nad nami przewagę liczebną. Każdy myśliwiec jest mi potrzebny - z trudem Heasm opisał sytuację manewrując pośród wrogich jednostek. Po chwili zorientował się, że Varlon się rozłączył z jego połączenia.
- Bravo 3-1! Dołączamy do reszty mojego skrzydła! Wrogie posiłki zaatakowały tam naszych! - rozkazał Varlon podlegającemu mu kluczowi.
- Rozumie się, kapitanie! - potwierdził entuzjastycznie Bravo 3-1-2.


Border.png

Będący na mostku “Punishera” komandor Shtrakwytz z pewnością był daleki od zadowolenia. Właśnie otrzymał nowe meldunki o sytuacji. Sytuacji, która dynamicznie się zmieniła i była dosłownie na “włosku”.
- Czyli uciekli? - upewniał się dowódca floty atrońskiej, nie odwracając wzroku od pola bitwy.
- Tak, komandorze. Korweta uciekła w nadprzestrzeń - potwierdził oficer od skanerów.
- Hmmm.... - mruknął Shtrakwytz, zastanawiając się - Uciekli. Czyli jeniec mógł nam uciec. To oznaczałoby, że Varlon dał ciała… Nie, okazywanie niezadowolenia jest teraz bezcelowe i niepotrzebne.
- Jak wygląda ogólna sytuacja floty w tym sektorze? - komandor zwrócił się do swego adiutanta.
- Uszkodzony okręt Zespołu Ł został zniszczony. Jedyny ocalały okręt Zespołu Ł jest uszkodzony. Posiłki dla Zespołu Ł próbują dołączyć do niego, sir. Siódmy i szósty niszczyciel i ich lotnictwa proszą o rozkazy - porucznik w mig odpowiedział komentując sytuację wrogiego zespołu łącznikowego (zespołu Ł).
- Skrzydła Varlona i Heasma mają związać i zniszczyć lotnictwo wroga towarzyszące posiłkom. Reszta lotnictwa ma skupić się na osłanianiu niszczycieli. Szósty niszczyciel ma ogniem zaporowym powstrzymywać posiłkowe statki od dołączenia do reszty Zespołu Ł, a w razie czego go zniszczyć. Siódmy ma dobić ostatni krążownik Zespołu Ł.
- Zapewne jest to okręt dowodzenia. Schodzi ostatni z powodu swojej tyłowej pozycji w formacji zespołu. Zagrożenie zniszczeniem tego statku oraz odizolowanie go od wsparcia posiłków okrętowych i lotniczych wymusi na dowódcy tego zespołu wycofanie całości swych sił stamtąd albo poproszenie Magnusa o dosłanie kolejnych posiłków. Oba rozwiązania spowodują, że wygramy - podsumował swe rozkazy Shtrakwytz.
- A co na pozostałych odcinkach? - komandor zmienił temat.
- Trzy krążowniki z zespołu oskrzydlającego obchodzą nas od ósmej. Natomiast główne siły wroga są utrzymywane stale pod ostrzałem pięciu niszczycieli. Statki eskortowe wroga w tym sektorze ponoszą znaczne straty, sir.
- Coś… jeszcze? - dopytał się komandor.
- Tak, komandorze. Wykryto przegrupowanie głównych sił okrętów i lotnictwa wroga. Sztab po analizie formacji sądzi, że jest to przegrupowanie ofensywne, sir.
Komandor zamyślił się co zrobić z tym faktem, po chwili udzielił personelowi na mostku stosownych instrukcji.


Border.png

W czasie, gdy Shtrakwytz planował swój następny ruch pod osłoną agresywnej obrony swych niszczycieli, Magnus czuł, że sprawy powoli wychodzą z pod jego kontroli. Zdecydowanie nie podzielał chłodnego nastawienia wrogiego komandora, który zachował spokój mimo płynności sytuacji.
- Thres Vero dostał się na tyły wrogiej floty, prawda? - zapytał zniecierpliwiony Exer.
- Tak, admirale - odparł jego adiutant.
- To czemu jej nie atakuje do cholery?! - wybuchnął wkurzony kontradmirał.
- S-sir, zespół komodora Vero atakuje wroga! Niestety nieprzyjaciel postawił między nim, a jego okrętami zaporę z wraku “Oskarżyciela”.
- To niech zniszczy tę zaporę zmasowanym ogniem! Nie po to eskorta głównych sił ponosi duże straty, a Byrr Feaz i jego posiłki trzymają swoje pozycje, żeby on teraz marnował czas na stanie w miejscu koło tyłów wroga! - irytacja Magnusa sięgała granic. Jego właśni podkomendni okazywali niekompetencję na każdym kroku.
- A-admirale, c-co do zespołu łącznikowego Feaza… - wydukał z siebie drugi adiutant.
- Taaak? - dowódca floty NR zapytał z przekąsem.
- Zespół łącznikowy otrzymał ciężkie straty. Kapitan Feaz prosi o przysłanie posiłków lub zgodę na odwrót.
- Feaz sobie żartuje czy co? - Exer głośno zaśmiał się z Byrra Feaza - Dałem mu już posiłki w postaci dwa MC80B oraz ponad setkę dodatkowych myśliwców i większość tego już stracił. Myśli, że wezmę mu znikąd nieskończony strumień posiłków. Na co on liczy?
- Pewnie na autoryzację odwrotu, sir… - przebąkiwał trzeci adiutant.
- Nigdy! Jego zespół ma utrzymać swoją pozycję! - Magnus ostro się sprzeciwił - Bez tego nasza pozycja się załamie!
- Ale, sir! Ponad połowa naszego lotnictwa jest zużyta, a komodor Chae Tomh nie wykona kolejnego oskrzydlenia! Powinniśmy przejść do obron-...! - zaprotestował jeden ze sztabowców.
Nie dokończył jeszcze swojej wypowiedzi, a otrzymał bolesny cios dłonią w policzek i musiał zamilknąć.
- Nie będzie mi jakiś marny oficerzyna mówił co powinniśmy zrobić… - odparł z wyższością Magnus, nim obrócił się w stronę oficerów stojących za nim i po jego bokach - Panowie! Wrogie siły się wyczerpują, co udowadnia ograniczona skala ataków wroga. Oskrzydlenia nie dadzą nam rozstrzygnięcia, za to armia generała Qana Riouna potrzebuje odsieczy. Musimy osiągnąć natychmiast pokonać całą flotyllę wroga! Dlatego rozkazuję…
Tutaj Exer uniósł ramię w górę, powoli dokańczając zdanie.
- ...przejść dosłownie wszystkim jednostkom do ofensywy na całym froncie natychmiast!
Kontradmirał opuścił ramię w dół.
- Unicestwić wroga! - wykrzyknął żywo Magnus.
- Jak sobie życzysz, admirale! - oznajmił energicznie szef sztabu, za którym inni entuzjastycznie powtórzyli to hasło.
- Czyli spodobał się sztabowcom ten teatrzyk... - ucieszył się w duchu Magnus, uśmiechając się - Śmiały atak na pewno podniesie morale floty, a tym samym odmieni losy bitwy!


Border.png

Cała flota Nowej Republiki została wprawiona w ruch tym jednym rozkazem. Wszystkie myśliwce, bombowce, okręty liniowe i statki eskortowe natychmiast przeszły do ataku w stronę siedmiu niszczycieli Konfederacji i ich słabszego liczebnie lotnictwa. Imponująca formacja rozwinęła się tak, żeby całość sił ofensywnych - za wyjątkiem okrętu flagowego - znalazła się w jednej linii. Ledwo kontradmirał wydał swój głośny rozkaz, a lufy wszystkich działek, dział i turbolaserów otworzyły zmasowaną nawałę ogniową prosto w siódemkę statków Atronu. Nieliczona seria wybuchów i wystrzałów otuliła od przodu każdy z atrońskich niszczycieli.
- Sir! Wszystkie jednostki wroga przeszły do zmasowanego ataku!
Mostkiem Punishera nagle wstrząsnęła fala uderzeniowa parunastu eksplozji. Na moment wszyscy na mostku stracili równowagę. Niskawy komandor oparł się na swoim wyższym adiutancie, który trzymał się barierki.
- Feaz miał do wyboru odwrót albo posiłki. Żadne się nie stało. Magnus odrzucił obie opcje, których się spodziewałem. Zamiast tego wybrał trzeci wariant - szerokofrontową ofensywę całością sił. Pewnie liczy na wywarcie na maksimum presji na całości naszych sił. Tym samym odciąży Zespół Ł, jego posiłki oraz Zespół Oskrzydlający i rozproszy nasz wysiłek obronny. Nie wziął jednak pod uwagę jednej opcji, którą mam…
Nieporuszony tym Shtrakwytz rozejrzał się po mostku patrząc przelotnie na zgromadzonych ludzi. Część z nich była oficerami, lecz większość była podoficerami marynarki. Mało który z nich spodziewał się frontalnego, zmasowanego ataku ze strony wroga. Mało kto był też nań gotowy.
- Większość z nich dopiero teraz zaczęła służbę. Nauka, trening, ćwiczenia, gry wojenne… To wszystko jest dobre, ale nie jest w stanie być substytutem prawdziwej wojaczki.
Oficer usłyszał kilka krótkich meldunków o różnych sprawach związanych z ofensywą. Wysłuchał każdego z nich jeden po drugim. W trakcie tego spojrzał jeszcze raz na podkomendnych, pokazując im swój pozbawiony negatywnych emocji wyraz twarzy. Następnie przeszedł od razu do dyspozycji, nie robiąc żadnego wstępu.
- Grupa Gordona wyruszy natychmiast i zniszczy flagowiec kontradmirała Magnusa zgodnie z wytycznymi! Zespół Punishera osłoni ogniem zaporowym Grupę Gordona i zniszczy zaatakowane przezeń okręty. Każda inna jednostka z reszty zgrupowania ma bronić się agresywnie i związać jak najwięcej sił wroga. Nieprzyjaciel ma pożałować, że nas dziś zaatakował! - chłodny, spokojny i donośny rozkaz komandora Shtrakwytza rozbrzmiał głośno po mostku, utrwalając się na zawsze w pamięci wszystkich obecnych na mostku żołnierzy.
- Przekażcie mój cały rozkaz wszystkim dowództwom bezpośrednio pode mnie podlegającym - dodał po chwili komandor.
Oficer z ukrytym zadowoleniem przyglądał się reakcji podkomendnych na rozkaz zniszczenia flagowca wroga. Wpierw byli zmieszani lub zdziwieni, ale potem uspokoili się i ucieszyli ze zbliżającego się sukcesu. Większość z nich wciąż nie dowierzała temu co zaraz miało się stać.


Border.png

Z hangarów Punishera oraz dwójki towarzyszących mu niszczycieli wyleciało kilkaset myśliwców wielozadaniowych, których piloci zdołali w ciągu ostatnich chwil wypocząć, a mechanicy naprawili ich maszyny i uzupełnili ich amunicję. Tą grupą dowodził Jeff Gordon - jeden z najlepiej wyszkolonych i doświadczonych lotników Atronu.
- Tu G-Lider. Skończcie pogaduchy. Lecimy na okręt liniowy, który jest prosto przed Punisherem. Gdy dystans zmniejszy się do 2000 metrów, rozdzielcie się skrzydłami i zdejmijcie wyznaczone cele. Bez odbioru - Jeff zdjął palec z guzika uruchamiającego mikrofon. Zamiast mówić, Gordon wolał skupić się teraz na słuchaniu zbliżających się meldunków, obserwowaniu sytuacji i ocenie pozycji. W końcu siedzenie w myśliwcu, latanie nim i walczenie, nie sprzyjało prowadzeniu długich rozmów.


Border.png

Myśliwce konfederackie pędziły do przodu z niesamowitą prędkością. Manewrując slalomem, omijały większość nadciągających strzałów okrętowych turbolaserów NR. Odległość między nimi, a krążownikiem wroga, kurczyła się bardzo szybko. Gdy zmalała do planowanych dwóch kilometrów, grupa rozdzieliła się na poszczególne skrzydła. Każde z nich poleciało w stronę uprzednio wyznaczonego na odprawie celu. Nie musiała mijać dłuższa chwila, żeby mostek tego okrętu został zalany falami niepomyślnych meldunków oraz - będących ich skutkiem - wymian zdań.
- Hangar drugi został zaatakowany! Piętnaście naszych myśliwców zostało tam wysadzonych rakietami! Potrzeba tam techników!
- O czym ty bredzisz? Potrzeba tam droidów pożarniczych! W hangarze jest pożar!
- Trzeci szwadron został okrążony!
- Dwie czołowe baterie turbolaserów są poważnie uszkodzone!
- Zasilanie do sekcji ósmej, dziewiątej i jedenastej zostało odcięte!
- Silniki od czwartego do szóstego są zniszczone! Grozi tam wybuch!
- Odciąć zasilanie do silników!
- Dwa Qasary II zostały zniszczone!
- Pierwszy szwadron stracił 80% sił! Potrzebne natychmiastowe wsparcie!
- Straciliśmy dziobowy generator osłon!
- Drugi szwadron został wyrżnięty w pień! Dowódcę atakowanego okrętu - kapitana Tana Qystacka - przytłaczała ta seria porażek. Ledwo zaczął pełną ofensywę opuszczając miejsce w formacji, a już na niego spadło koncentryczne uderzenie kilkuset myśliwców wroga. Samoloty atrońskie zgromadziły się w chmary liczące po conajmniej trzydzieści maszyn i niszczyły pojedyncze cele gwałtownie atakując przeważającymi siłami. Niczym szarańcza, zniszczyły wiele żywotnych komponentów krążownika w zastraszająco krótkim czasie.
- Nie mamy na dziobie ani dział, ani osłon. Jeśli oni nas ostrze-… - Tan Qystack starał się przewidzieć kolejne posunięcie wroga.
- Trzy okręty liniowe wroga otworzyły do nas ogień większością dział!
- Moc osłon przednich spadła do 20%!
- Przekierować moc z tylnych osło-… - tylko tyle zdołał powiedzieć Tan, nim najbardziej nietypowy z myśliwców wroga podleciał do jego mostka. W tym samym momencie, w którym połączona salwa turbolaserów zespołu Punishera zmiotła resztki osłon krążownika, myśliwiec odpalił torpedę, która przebiła się przez szybę mostka. Wlatując do środka pomieszczenia, zderzyła się ze zdezorientowanym kapitanem Qystackiem wbijając go w ścianę. Nim Tan zorientował się, że jego brzuch został przebity na wylot, torpeda uległa detonacji wysadzając cały mostek w niebyt.
Tysiącom żołnierzy obserwujących zmagania krążownika ukazał się obraz śmierci, który w przyszłości miał się stać symbolem początku wojny republikańsko-atrońskiej - obraz eksplozji mostka statka i zagłady całej jego załogi w ogniu potwornej kanonady przeklinanych niszczycieli Konfederacji.


Border.png

Kontradmirał Magnus też widział ten obraz. Na jego własnych oczach krążownik dowodzony przez kapitana Tana Qrystacka został zniszczony atakiem wroga. Nie był to pierwszy raz dzisiaj, gdy atroński atak niszczył okręty liniowe jak nóż wchodził w masło. Jednak tym razem Exer nie dowierzał temu co się stało.
- Tan zginął? Nie to niemożliwe… - kontradmirał oparł się ramieniem i głową o wizjer mostka. Mimowolnie, na chwilę stracił swoją samokontrolę, i uderzył pięścią w wizjer. Mruknął sam do siebie - Shtrakwytz… zapłacisz mi za to, skurwysynie…
- Sir, okręt kapitana Qrystacka został-… - podszedł do niego nieproszony adiutant.
- Tak, wiem. Został zniszczony. Nie musisz mi mówić - uciął w pół zdania Magnus. Niechęć do rozmowy biła z jego strony na odległość.
- Nie tylko oto chodzi, sir.
- A o co? - zapytał niechętny Magnus, skrycie ocierając dłonią twarz z paru łez, które uronił chwilę temu.
- Zgrupowanie lotnicze, które zniszczyło krążownik… - zaczął adiutant.
- Tak? Co z nim?
- …przebiło się przez naszą formację i leci prosto na nas - dokończył porucznik.
- Jesteś tego pewie-… - zapytał Exer, unosząc głowę do góry. Ujrzał wtedy przez wizjer aktualną sytuację. Aż zaniemówił z wrażenia.
Zazwyczaj przez wizjer mostka nie wiele można było dostrzec - poza ogólnym ustawieniem dużych i średnich okrętów. Mniejsze okręty i pojedyncze myśliwce łatwo wtapiały się w charakterystyczną wżawę bitewną.
Teraz jednak był wyjątek. Przed oczami Magnusami znajdowała się chmara… Nie! Niezliczona horda myśliwców wroga. Cała ta masa mimo swego rozmiaru, falowała niczym wzburzone morze unikając strzałów turbolaserów i podobnie jak morze pochłaniała mniejsze statki oraz małe grupki myśliwców, które nie stanowiły niczego więcej względem przeciwnika niż kamienie względem fali tsunami.
Cała ta potworna sunęła prosto na „Śmiałka”.
Prosto na flagowiec Magnusa.
Prosto na jego samotny flagowiec.
- Musimy natychmiast przegrupować siły, żeby powstrzymać ten atak - Exer odparł niczym odmieniony, odchodząc od wizjera i idąc do holostołu.
- Czyli chce pan admirał odwołać pełną ofensywę? - ucieszył się drugi adiutant.
Szef sztabu natychmiast solidnie trzepnął go rękawiczką w tył głowy.
- Nie, durniu. Admirał nie odwoła tej ofensywy. Wywieranie przez nas presji na całość floty wroga, najskuteczniej doprowadzi do porażki nieprzyjaciela.
Exer lekko skinął głową, potwierdzając, że się zgadza ze sztabowcem.
- Jeśli przerwiemy ofensywę, wróg będzie
mógł jeszcze bardziej wzmocnić swój atak - stwierdził dowódca „Śmiałka”.
- Jak pan admirał chce wykonać przegrupowanie, jeśli wszystkie nasze siły są związane na froncie? - dla drugiego adiutanta była to sytuacja bez wyjścia.
- Ma on rację, sir - dodał któryś ze sztabowców z wyższą rangą - Nie mamy żadnych rezerw.
Exer stanął przy holostołe i oparł się o jego blat, patrząc na przedstawione na niej hologramy prezentujące aktualną sytuację taktyczną. Po chwili namysłu ogłosił.
- Nie musimy przerywać żadnego ataku. Mamy rezerwę. Jest nią lotnictwo “Śmiałka”.
- Myśli pan kontradmirał, że 72 T85 X-Wingi wystarczą, żeby powstrzymać wroga? - zapytał szef sztabu z lekkim zdziwieniem.
- Tak, dlatego mają natychmiast wykonać kontratak z kilku stron przeciwko atakującemu lotnictwu wroga i je zniszczyć.
- Nie uważa pan tego za zbyt ambitne, sir? - wtrącił się pierwszy adiutant.
- Wydałem rozkaz. Ma on być wykonany! - stanowczo odparł Magnus - Tylko zdecydowany kontratak może uratować sytuację.


Border.png

Jeff uśmiechnął się. Siedzenie w wygodnym fotelu kokpitu i obserwowanie walki przez wizjer zawsze sprawiała mu pewną przyjemność. Nic go tak jednak nie cieszyło jak wrogi myśliwiec lecący w stronę jego formacji. Może jedynie bardziej go cieszyły jak wrogów było dużo. Zwłaszcza, gdy leciały one w jego pułapkę. Czym innego były jednak pułapki na symulatorach, treningach, potyczkach na rubieżach, a czym innym pułapki w zmasowanej bitwie.
- Sir! T-85 X-Wingi lecą w stronę nas od od góry i dołu z trzech stron! Jakie rozkazy?
- Ile ich jest? - zapytał Jeff Gordon.
- Według skanerów, 72, sir.
- Skrzydła Delta, Rho i Epsilon niech uderzą na nich od tyłu, reszta od przodu lub boku. Zniszczyć całe to lotnictwo.
- Tak jest, sir.
- Serio myślą, że mogą coś nam zrobić? Mam przewagę w ilości i jakości. - pomyślał Jeff sam do siebie - Koncentryczny atak słabszego przeciwko silniejszemu? Brzmi to bardzo ciekawie! Może kiedyś sam tego spróbuję...


Border.png

Atak sześciu republikańskich szwadronów przyniósł dewastujące rezultaty. Dewastujące dla sił NR.
Poszczególne myśliwce Konfederackie wyłamały się z formacji, żeby zetrzeć się w walce kołowej ze swoimi nadciągającymi odpowiednikami. Równolegle do tego trzy skrzydła atrońskie wykonały niespodziewaną serię gwałtownych zwrotów, błyskawicznie wychodząc na tyły swych oponentów. Zaskoczenie doprowadziło do zamieszania pośród pilotów republikańskich. Okrążenie i przytłaczająca przewaga Atronu doprowadziły do załamania się morale pilotów NR, którzy albo zostali dosłownie rozstrzelani ostrzałem z kilkunastu stron albo uciekli poważnie poturbowanymi maszynami.
- Tu G-Lider. Wrogie lotnictwo zostało unicestwione. Droga do celu głównego stoi otworem. Pełna moc! - Gordon ogłosił na kanale.
Atrończycy skrócili po chwili dystans do “Śmiałka” - flagowca Magnusa, zbliżając się do jego powierzchni. Dziesiątki dział protonowych, jonowych oraz turbolaserów plunęły ogniem w masywną Grupę Gordona. Niemal całości lotników udawało się zręczne manewrowanie i uniknięcie śmierci czy uszkodzenia, podczas podchodzenia do ataku.
- Tu G-Lider. Patrol-1, macie skany?
- Tu P-Lider. Mamy skany. Zlokalizowano wszystkie cele z kategorii O w sektorze 1.
- Dobrze. Prześlijcie je dowództwom skrzydeł.
- Tak jest, sir.
Jeff przełączył się szybko z połączenia z dowódcą rozpoznania, na kanał ogólny.
- Tu G-Lider. Rozpocząć fazę trzecią!
- Tu Alfa-Lider. Rozpoczynam synchronizację.
- Tu Teta-Lider. Rozpoczynam synchronizację.
- Tu Delta-Lider. Rozpoczynam synchronizację.
- Tu Rho-Lider. Rozpoczynam synchronizację.
I tak każdy z dowódców skrzydeł meldował po kolei rozpoczęcie synchronizacji komputerów celowniczych ze swojego skrzydła. Jeff cierpliwie czekał aż te żmudne procedury się zakończą. Baterie NR nie zostawiały mu za bardzo innej opcji. W końcu nadeszły słowa wybawienia.
- Tu G-2. Synchronizacje zakończone, sir!
- Tu G-Lider. Ognia!
Na ten jeden sygnał, ponad dwieście myśliwców odpaliło trzysta torped protonowych. Niebieskie światło towarzyszące pędzącym pociskom mignęło przed oczami pilotom i kanonierom, nim wszystkie te torpedy leciały do zaledwie kilku celów. Dzięki synchronizacji komputerów celowniczych udało się z chirurgiczną precyzją naprowadzić olbrzymie ilości torped na niewielką powierzchnię. Kilka olbrzymich eksplozji rozświetliło powierzchnię krążownika MC90. Tam gdzie chwilę temu znajdowało się generatory osłon, zostały tylko zgliszcza i dym.
- Lotnictwo się wycofało?! - zapytał wkurzony Exer.
- T-t-t-ak, s-sir, ale l-l-lotnicy s-s-tracili w-w-większość s-sił, s-sir! - odpowiedział jąkący się ze strachu oficer, który składał raport.
- Kazałem im kontratakować, idioto! Nie wycofywać się! - wybuchnął gniewem Magnus, po czym dodał agresywnie - Zejdź mi z oczu, jąkało!
Zbesztany trzeci adiutant wziął nogi pod siebie i biegiem opuścił mostek. Exer zastanawiał się jak wyładować na kimś swój gniew. Wtem okrętem wstrząsnęła seria jednoczesnych eksplozji.
- Raport uszkodzeń! - wykrzyknął Magnus, przekrzykując hałas na mostku.
- Straciliśmy dziewięć przednich generatorów osłon! - zameldował młodszy oficer z sekcji skanerów.
- Niemożliwe! - oburzył się będący obok sztabowiec - Jak to zrobili?!
- Przekierować energię do osłon dziobowych z osłon tylnych! Niech krążowniki, pomiędzy którymi był Tan, przejmą jego strefę odpowiedzialności! - rozkazał kontradmirał, który dobrze wiedział co mu grozi - Jeśli tego nie zrobimy, podzielę los Tana.
Sekcja mostka zawiadująca siecią energetyczną zabrała się za wykonanie polecenia. Podoficerowie nawzajem siebie informowali o postępach w realizacji powierzonych im zadań.
- Przekierować energię do osłon dziobowych z osłon tylnych - rozkazał dowódca sekcji.
- Energia osłon tylnych zmniejszona do 50%.
- Rozpoczynamy przekierowanie energii.
- Zwiększenie energii osłon dziobowych rozpoczęte.


Border.png

W trakcie podejmowania decyzji przez oficerów NR na mostku, na zewnątrz wrzała zacięta bitwa, której główne zmagania skupiły się na „Śmiałku”. Grupa Gordona unicestwiła rdzeń lotnictwa flagowca, a dwa szwadrony zajęły się dobijaniem resztek tej formacji. Pozbawione poważniejszego przeciwnika, myśliwce Atronu szalały tuż przy superstrukturze „Śmiałka” niczym wichura, zwrotnymi unikami uchodząc przed ostrzałem lekkich turbolaserów i niecelnych dział jonowych, zmiatając wyznaczone działa atakami pozornie pozbawionymi sensu dla przypadkowego obserwatora.
- …sam pan rozumie, że Punisher nie będzie mógł udzielić wam wsparcia ogniowego - Shtrakwytz zakończył swoje krótkie podsumowanie sytuacji. Zasadniczo dwa krążowniki NR stanęły na drodze między „Śmiałkiem”, a „Punisherem”, uniemożliwiając ostatniemu prowadzenie ognia w tego drugiego, bez wyłamywania się z formacji.
- Rozumiem, sir. Uwzględnię pańską uwagę, ale nie odwołam misji. Za daleko już zaszliśmy, żeby się wycofać - odparł Jeff.
- Myślisz poważnie, pułkowniku, że samym lotnictwem zniszczysz flagowy okręt liniowy? - Shtrakwytz zapytał Gordona z lekkim zdziwieniem.
- Jeśli to co mówił pan komandor o wrogim kontradmirale jest prawdziwe to nie będę musiał niszczyć statku - odparł półzawadiacko Jeff.
- Hmmm… Czyli to miałeś na myśli… - mruknięcie komandora przeszło przez mikrofon - Masz moją zgodę na ten atak. Nie poświęcaj jednak sukcesu operacji, na rzecz sukcesu taktyki. Bez odbioru.
- Rozumiem, sir. Bez odbioru - pułkownik zakończył rozmowę.
Odkładając na bok, znaczenie tej rozmowy dla dowodzenia i informacji, dialog z komandorem był dobrym sposobem na zabicie czasu, gdy jego podkomendni metodycznie eliminowali jeden cel po drugim. Gordon uruchomił mikrofon do głównego kanału.
- Tu G-Lider. Jak idzie faza trzecia?
- Tu G-2. Cele z kategorii D na spodzie zostały zlikwidowane w 77%. Zaraz zajmiemy się bokami i spodem.
- Odmawiam. Atak na boki i spód zostaje anulowany. Pomijamy fazę trzecią i czwartą. Przechodzimy do fazy piątej. Nasz nowy cel to… - Jeff wziął wdech, nim wypowiedział ostatnie słowo - …mostek.


Border.png

Mostek „Śmiałka”
- Admirale, lotnictwo wroga zbliża się do mostka! - oznajmił przerażony oficer, który właśnie podszedł do Exera.
- Zniszczcie te myśliwce, a nie meldujecie mi o nieistotnych detalach taktycznych! - Magnusa zaczynało wkurzać to jak dużo decyzji do podjęcia zostawiono hemu,
- Ale, sir, nasze lotnictwo zostało zdziesiątk-…
- Myślisz, że obchodzi mnie wasza durna wymówka, poruczniku? - kontradmirał krótko uciął.
- Sir. Klęska lotnictwa jest rzeczywistym problemem. Uważam, że powinniśmy się wycofać - wtrącił się dowódca sekcji ogniowych.
- Nie obchodzi mnie co uważacie, komandorze. Macie do dyspozycji kilkaset dział i nie jesteście w stanie zdjąć tych myśliwców.
- Sir, wróg lata zbyt blisko powierzchni, a nasze turbolasery nie nadążają za nimi. Nie mamy jak wycelować - komandor-porucznik nie ustępował.
- Admirale, nasz mostek zaraz zostanie zaatakowany przez te myśliwce. Co mamy robić, sir? - wtrącił się zaniepokojony młodszy oficer, który poprzednio zameldował o ataku.
- Po pierwsze, niech panowie się uspokoją - szef sztabu „Śmiałka” zwrócił się do dwójki oficerów sprzeczających się z Magnusem. Drugą część wypowiedzi głośniej wypowiedział, żeby większość personelu ją usłyszała - Po drugie, panika jest niepotrzebna. Nasz mostek ma najsilniejsze osłony w całym okręcie. Myśliwce - choćby najsilniejsze - nie mogą nic nam zrobić.
Exer skinął głową, zgadzając się ze swoim szefem sztabu.


Border.png

Myśliwce Atronu leciały przed siebie mijając zniszczone wraki dział albo osamotnione baterie, których opór nie mógł w żadnym stopniu powstrzymać lotu masy liczącej paręset maszyn. Wszystkie one zmierzały w stronę najbardziej kuszącego celu jaki istniał na okręcie kontradmirała Magnusa - wysuniętego mostka. Każdy z atakujących wiedział, że zniszczenie tej sekcji przyniesie niewyobrażalną sławę oraz wiekopomną chwałę. Osoba odpowiedzialna za obrócenie mostka flagowca kontradmiralskiego będzie bohaterem nie tylko w swojej okolicy, ale także w całym Atronie… Pułkownik Jeff Gordon nie zamierzał jednak pozwolić, żeby jego ludzie rozproszyli swe wysiłki w indywidualnej pogoni za sławą.
- Tu G-Lider do wszystkich jednostek. Uzbroić drugi zestaw torped protonowych. Podłączyć działka laserowe i jonowe do komputerów celowniczych. Meldować zdalnie, gdy skończycie.
Pułkownik cierpliwie czekał aż podkomendni wykonają polecenia. Sam już przedtem wykonał nakazane czynności, więc mógł skupić się na rozmyślaniu.
- Osłony tego mostka z pewnością należą do najlepszych w całej tej flotylli wroga. Mówimy tu w końcu o MC-90. Ten model był jeszcze dwadzieścia lat temu najlepszym krążownikiem w Galaktyce. Niedocenianie osłon tego molocha byłoby śmiertelnym błędem. Na szczęście taka ocena nie uwzględnia jednego triku.
Na jednym z ekranów w kokpicie wyświetlała się liczba pilotów, którzy zameldowali zdalnie, że wykonali polecenia. Liczba w końcu zaświetliła się na zielono, gdy wszyscy zrobili swoje zadania.
- Tu G-Lider. Niech każdy zsynchronizuje swój komputer celowniczy z moim. Otworzyłem połączenie.
Rozkaz poszedł w eter, a Jeffowi początkowo odpowiedziała cisza nim zwrócił się ktoś do niego.
- Czy wie pan co robi, sir? Pański komputer celowniczy się przegrzeje od koordynowania tylu broni! - sprzeciwił się „G-2”.
- Innej opcji nie mamy - krótko odparł Gordon.
- A-ale, sir, co z panem-…
- Czasu na spór nie ma. Wykonaj rozkaz, G-2 - krótko uciął Jeff. Normalnie przejąłby się bardziej troską „G-2”, ale teraz miał zbyt mało czasu oraz opcji, żeby dyskutować nad zmianą decyzji. Wypowiadając słowo „dwa”, przerwał rozmowę.
Gordon nacisnął guzik. Zza jego pleców wysunął się ekran komputera celowniczego, który znalazł się przed jego prawym okiem. Sygnatura celu została w mig namierzona, a celownik nań ustawiony. W rogu monitora ukazała się liczba innych podczepionych maszyn. Gdy ta wartość przestała się powiększać i wyniosła tyle ile maszyn miał pod sobą, Jeff przymknął lewe oko, patrząc w komputer celowniczy. Lewą dłonią ustawił rodzaje broni podczepione pod system celowania. Pod nosem, stęknął niby do samego siebie, niby do swoich ludzi.
- Cel…
Komputer przeprowadzał ostatnie kalkulacje. Wartość dystansu od celu skracała się do niepokojąco bliskiej odległości. Gordon położył prawą dłoń na spuście.
- Pal…
Jeff pociągnął za spust. Para małych, bliźniaczych torped protonowych wyleciała z pod dołu jego maszyny. Pułkownik nawet nie spojrzał na rezultaty swego ognia, natychmiast wydając polecenie.
- Tu G-Lider. Wszystkie jednostki. Pełna moc do prawych silników. Robimy nawrotkę.
Jeffowi odpowiedziała cisza. Gordon przez chwilę się zastanawiał czy coś nie stało się z jego łącznością. Dopiero jak obrócił głowę w prawo i spojrzał w bok zorientował się co się stało.


Border.png

Czterysta, pięćset albo i więcej torped protonowych wyleciało w odpowiednich momentach z luf myśliwców uderzając naraz w to relatywnie wąską część osłon chroniących mostek. Potężna eksplozja, która miała miejsce w chwili kolizji, była wręcz niedoopisania. Mimo iż MC-90 słynęły z silnych osłon, nawet one nie były w stanie zignorować tak skoncentrowanego ostrzału. Całym mostkiem wstrząsnęła fala uderzeniowa i dosłownie każdy stracił równowagę.
- Raport uszkodzeń! - zakrzyknął Magnus.
- Brak, sir - zameldował dowódca sekcji osłon.
- Jak z osłonami mostka?
- Moc osłon mostka wynosi osiemdziesiąt jeden procent - oznajmił zaniepokojony porucznik.
- Zdjęli nam piątą część osłon jedną salwą? Skąd te myśliwce mają tak potężną siłę ognia?! - Exer nie dowierzał temu co słyszał.
- N-niemożliwe… - mruknął pod nosem jeden z zaskoczonych adiutantów.
- Odświeżcie osłony! - szef sztabu „Śmiałka” rozkazał - Natychmiast!
- Musimy wpierw zwiększyć moc generatorów. To trochę czasu zajmuje, sir - sprzeciwił się dowódca sekcji energetycznej.
- Przywróćcie je natychmiast - warknął szef sztabu.
- Nie możemy, sir.
- Myśliwce zawracają! - wykrzyknął ktoś. Nikt za bardzo nie był w stanie ustalić kto.
Z osłonami mostka ponownie zderzyła się nawała ogniowa. Setki torped oraz tysiące strzałów laserowych naraz trafiły w jedną i tą samą strefę, poważnie nadwyrężając osłony mostka.
- Stan osłon - Exer podszedł do dowódcy sekcji zarządzania osłonami, po tym jak już wstał po kolejnym wstrząśnięciu mostkiem. Jego głos zdradzał niepewność, obawę oraz skrywane przerażenie.
- M-moc osłon mostka… s-spadła do… czterdziestu siedmiu procent, sir - z trudem porucznik wydusił z siebie tę szokującą informację, gdy spojrzał na odczyty z ekranu.
- Za ile czasu będziecie mogli odświeżyć osłony? - wycedził przez zęby kontradmirał.
- Pół godziny.
- Nie mamy na to czasu! Oni zaraz mostek rozwalą, durniu, jeśli osłon nie odświeżysz!
- Trzeba zwiększyć moc generatorów. To trochę trwa. Po tym jak zużyliśmy rezerwy energii na podniesienie osłon, przełączyliśmy generatory na tryb stand-by - wytłumaczył się porucznik, mówiąc bardzo szybko, żeby mu nie przerwano ponownie. Nienawidził przerywania mu. Czuł się wtedy upokarzany.
- Czy ten bęcwał nie rozumie, że mam to w dupie?! Zaraz Atron rozwali nas w pył gwiezdny jeśli nic nie zrobię! - irytacja Exera narastała wraz ze stresem, który nagle urósł do niemałych rozmiarów, gdy jego życie znalazło się w niebezpieczeństwie.
Magnus odszedł od sekcji osłon i podszedł do zbieraniny oficerów, adiutantów i sztabowców, którzy normalnie przekazywali jego rozkazy.
- Panowie, musimy się wycofać natychmias-… - oznajmił Magnus idąc szybkim krokiem w ich stronę.
W połowie drogi, znacząca eksplozja wstrząsnęła okrętem. Będący daleko od barierek Magnus został wytrącony z równowagi i padł jak długi przed siebie.
- Co tym razem?!
- Raport uszkodzeń!
- Admirale, silniki ze sterburty zostały poważnie uszkodzone! Nie jesteśmy w stanie opuścić systemu! - któryś z oficerów przy skanerach (Exer nie zwracał na to uwagi) zameldował.
Magnus zastanawiał się jak do tego doszło, wstając. Przecież silniki miały solidną ochronę… Wtem przypomniał sobie.
- Czekaj! Przecież poprzednio zwiększyłem osłony dziobowe kosztem tylnych! - za tą myślą poszły kolejne konkluzje - Ej! Skoro nie jesteśmy w stanie uciec, naładować osłon, ani zniszczyć myśliwców to…
Nagle z nienacka niczym huragan ponownie coś wstrząsnęło mostkiem, przed którego wizjerem znalazła się ni stąd, ni zowąd masywna, połączona eksplozja. Kontradmirał ponownie upadł na ziemię. Tym razem nie musiał nawet prosić o raport uszkodzeń.
- Moc osłon wynosi dziewiętnaście procent!
- Myśliwce wroga zawracają! Zaraz ponownie otworzą ogień!
- …to oznacza, że przegrałem. Kolejna salwa zniszczy mostek... - Magnus zdał sobie sprawę ze smutnej rzeczywistości - …a wraz z mostkiem i mnie.
Exer zamknął oczy. Mniejsze łzy zaczęły mu lecieć po policzkach.
- Wybacz, Zyg. Zawiodłem… - wyszeptał cicho.

← Poprzedni • Następny →
Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA, o ile nie zaznaczono inaczej.