FANDOM


Autor: Mustafar29
Kanon
kanon
Real
Świat rzeczywisty
Sw logo

Ku ciemności: Epizod 03 – Misja dyplomatyczna, część II

Lanever Villecham wrócił do kokpitu akurat na moment wyjścia z nadprzestrzeni. Starszy mężczyzna zachwiał się, jednak ostatecznie opanował równowagę. Dla osób w jego wieku upadki bywają bardzo dotkliwe.
Niecałe piętnaście minut później, po załatwieniu wszelkich niezbędnych procedur związanych z przedostaniem się na planetę, senator, padawan i barman w towarzystwie dwóch gwardzistów opuścili pokład statku.
— W sumie miło, że z nami jesteście — zagadał Tarsunt to eskortujących go zamaskowanych mężczyzn. — Może się przedstawicie, żeby było raźniej, co?
Gwardziści przystanęli, a zaraz po nich uczyniła to cała reszta. Dexter Jettster popatrzył na Bena z drobnym uśmieszkiem na twarzy, gdyż zdawał sobie sprawę z dziwoty tego zdarzenia, podobnie zresztą jak on.
— Jestem James — powiedział po chwili jeden z zamaskowanych mężczyzn — a mój kolega, ten po lewej, to Olbrych.
Dumny z siebie prawie jak zwykle Vilecham zmrużył oczy, zadowolony z zawarcia nowej znajomości, i już miał ruszyć przed siebie, jednak na drodze stanął mu chudawy Neimoidianin ze swoją, jak by się mogło wydawać, eskortą. Ktoś, kto siedział głębiej w historii galaktyki, bez problemu rozpoznałby w niej neimodiańskie droidy służące Separatystom w czasie wojen klonów.
— Rusz się pan! — krzyknął Lanever. — Nie pozwalasz nam pan iść!
Neimoidianin podniósł swoją prawą rękę i podrapał się po głowie, najwyraźniej zdziwiony postawą rozmówcy.
— Ach! — jęknął po chwili, unosząc dłonie nieco wyżej — gdzie moje maniery! Jestem Broasca Nar, prezes Mniejszości Galaktycznej!
Lanever Villecham speszył się już po raz drugi tego dnia. Szybko jednak, jak to przecież miał w zwyczaju, postarał się przejść do porządku dziennego — o ile porządkiem dziennym można nazwać misję dyplomatyczną na odległej planecie.
Nar zaprowadził ambasadorów Republiki do swojego biura. Była to obszerna, obita ciemnoszarą blachą komnata, gdzieś na cztery piętra wysokości i równie szeroka. Po środku ściany przeciwnej do wejścia stał niewielki stolik z paroma krzesłami, który miał zapewne robić za biurko. Po jednej jego stronie usiadł Neimoidianin, podczas gdy trzy miejsca po drugiej zajęli odpowiednio Ben Solo, Lanever Villecham i Dexter Jettster. Dodatkowo za prezesem Broascą Narem stał inny mężczyzna, który dość jednoznacznie przypominał oficera marynarki.
— O czym by chciał pan z nami pomówić? — zapytał optymistycznie naładowany Tarsunt. — Jesteśmy otwarci na wszelkie tematy.
Broasca tymczasem oparł się w fotelu i splótł dłonie. Tym razem nie ukrywał już zdziwienia zachowaniem dyplomaty.
— Może pan mi powie? — zapytał ironicznie podniosłym głosem. — Przecież spotkanie odbyło się z inicjatywy kanclerz Grewpshy, jeżeli się nie mylę.
Lanever Villecham schylił głowę i speszył się jeszcze raz. Widząc to, wbrew wszelkim protokołom i ku zdziwieniu zarówno Dextera Jettstera, jak i stojących nieopodal republikańskich gwardzistów do rozmowy dołączył Ben.
— Senatorowi chodzi o to — zaczął — Znaczy… jak Mniejszość Galaktyczna ustosunkuje się do prawa Republiki?
Broasca Nar uśmiechnął się podejrzliwie, po czym wziął w ręce naczynie z winem, zanurzył w nim usta i wziął łyk, następnie odkładając sycący trunek na biurko. Potem spojrzał na stojącego po jego prawej stronie innego Neimoidianina i zwrócił się do niego.
— Admirale Prewt! Widzę, że nasi goście są jeszcze bardziej mniej rozgarnięci, niż przypuszczałem. Proszę udać się po kaprala.
Grubawy i z pozoru niezdarny admirał Prewt od razu ruszył się do roboty i po chwili zniknął za drzwiami. Tymczasem Lanever Villecham, opanowawszy zawstydzenie, próbował kontynuować tę nieciągnącą się rozmowę.
— To może porozmawiam z królową Halliną — zaproponował.
— Och, nie ma jej — pozornie zmartwił się Nar. — Skróciliśmy ją o głowę w zeszłym miesiącu po tym, jak naród w referendum opowiedział się za przystąpieniem do Mniejszości Galaktycznej.
W Laneverze Villechamie poczęło się gotować. Mężczyzna wiedział jednak, że jako dawny kanclerz i porządny dyplomata musi wziąć się w garść.
— Że co proszę? — krzyknął. — Zamordowaliście królową Hallinę?
Widok awanturującego się Tarsunta w podeszłym wieku wyraźnie zaskoczył Nara, gdyż Neimoidianin przesunął się lekko do tyłu razem z fotelem, na którym siedział.
— Przepraszam bardzo — do dyskusji włączył się także Dexter Jettster razem ze swoim charakterystycznym, niskim głosem — czy to oznacza, że nas też zabijecie, gdy rozmowa się skończy?
— Wątpię — odpowiedział wchodzący do pomieszczenia mężczyzna.
Ben Solo przypatrywał mu się z daleka. Na oko wyglądał na Tuskenina, ale kto by te wszystkie razy wiedział. Po chwili połączył fakty i wywnioskował, że nowa persona w pomieszczeniu musi być tym kapralem, po którego posłał admirał Prewt.
— Świetna robota, prezesie Narze — powiedział mężczyzna, podchodząc coraz bliżej biurka. — Jedi i dawny kanclerz. Niezwykłe.
— I jeszcze ja! — dodał dumny Dexter Jettster, nie rezygnując jednak z depresyjnego tonu swojej wypowiedzi.
Lanever Villecham popatrzył na siedzących nieopodal kolegów. Zaczęło stawać się jasne, że wpadli w zasadzkę.
— Cieszę się, że pan się cieszy. Okup będzie niezwykle wysoki, a podział nagrody dodatkowo zasili współpracę Mniejszości i pańską.
Tuskenin przeszedł jeszcze parę kroków. Gdy stanął za fotelem Broasci i oparł się o niego, wyjął zza pleców swoje podwójne bisento i rozłożył je w okamgnieniu, niemalże tak szybko, jak zadał śmiertelny cios Neimoidianinowi.
Gdy ciało Nara opadło bezwładnie, zmysły republikańskich gwardzistów obudziły się. Ci jednak nie zdążyli nic zrobić, gdyż Tuskenin — zapewne używając Mocy — uniósł ich ku górze i udusił, tak że po chwili ciała Jamesa i Olbrycha opadły niczym ciało Broasci przed momentem.
Ben nie mógł tego tak zostawić.

← Poprzedni • Następny →


Obok dawania możliwości tworzenia swojego własnego świata Gwiezdnych wojen celem Star Wars Fanonpedii jest gromadzenie twórczości znanej jako fanfiction. Opowiadań pisanych rozdziałami, które tworzymy od ponad trzech lat, jest już ponad 403, jednak ich liczba stale wzrasta.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.