FANDOM


Autor: Mustafar29
Kanon
kanon
Real
Świat rzeczywisty

— Autor: Mustafar29

Sw logo

Ku ciemności: Epizod 06 – Korytarzami

Luke doskonale wiedział, że Lanever Villecham, Ben Solo i Dexter Jettster znaleźli się w niebezpieczeństwie. Dlatego też, jak tylko opuścił Jakku, udał się swoim X-wingiem na Naboo. Mistrz Jedi jednak zdawał sobie sprawę, że siły Mniejszości Galaktycznej z pewnością posiadają radary, które są wystarczająco silne, aby wykryć jego myśliwiec. W tym celu zdecydował się opuścić swój pojazd na jednej z polan, których na Naboo było od groma, a do pałacu w Theed udać się na niezawodnym R2-D2. Od czasów galaktycznej wojny domowej droidowi zdołano zamontować nowy napęd. W efekcie astromech był mógł latać, tak jak podczas wojen klonów.
Luke dosiadł swojego wiernego kompana w taki sposób, że stał na jego robotycznych ramionach. Choć tej metody podróży na pewno nie można zaliczyć do komfortowych, z pewnością nikt by się nie spodziewał, że odsiecz dla uwięzionych ambasadorów przybędzie w taki sposób.
— Widzisz to, Artoo? — zapytał Skywalker. — Pałac wydaje się jakiś inny, jak gdyby Mniejszość Galaktyczna wbudowała w niego gigantyczny krążownik. Podleć, proszę, pod najbliższą ścianę. Wspólnie wydedukujemy najdogodniejszy szyb wentylacyjny i dostaniemy się do tego czegoś.
R2 wydał z siebie szereg radosnych pobrzękiwań, a kiedy skręcał, by zmienić kierunek, niechcący omal by zrzucił Skywalkera.
Kiedy Jedi i jego droid podlecieli już wystarczająco blisko, Luke dość szybko wydedukował odpowiedni szyb, aby do niego wejść.
— Ty tu zaczekaj — poprosił mistrz astromecha. — Postaraj się obczaić jakiś zasięg czy coś, na wypadek gdybyśmy potrzebowali pomocy.
Używając swojego metalowego chwytaka, R2 zasalutował Jedi i udał się w swoją własną podróż. Przed Lukiem z kolei znajdował się dość spory kawałek drogi, który musiał przebyć, znajdując się w szybie. W końcu jednak ujrzał tak zwane światełko w tunelu, a po chwili — nieco zakurzony — znalazł się na korytarzu.
— A co to, inspekcja? — Luke obrócił się i za swoimi plecami zastał pulchnego Neimoidianina z zakrytymi oczami i tabletem w ręku. Mężczyznę dziwiło nieco, że nie zdołał był dostrzec go wcześniej.
— Tak — odparł. — Był pewien wyciek, załatwię sprawę i się stąd zmywam. Tylko… — zatrzymał się na moment. — Proszę nie informować o tym nikogo. Nie chcemy, aby to się gdzieś rozeszło...
Neimoidianin popatrzył na Luke'a i podrapał się po głowie.
— Wyciek, tak, z pewnością — powiedział. — Dobrze, nie będę nikogo informował.
Oficer powoli wycofał się, aby następnie zacząć biec najszybciej, jak tylko mógł. Luke miał co do tego niewątpliwie złe przeczucia.


Border

Lanever Villecham, Ben Solo i Dexter Jettster tymczasem zdołali zgubić goniący ich oddział droidów.
— DCenzurapa z ciebie, a nie Jedi — chrząknął poczciwy Tarunt. — Żeby nie umieć dać sobie rady z kilkoma droidami.
Ben Solo nie ukrywał, że słowa komisarza, a dawnego kanclerza, bardzo go dotknęły. Chłopak liczył się z jego stanowiskiem.
Tymczasem wszyscy trzej ambasadorzy weszli do jednej z większych sal, która w zamierzchłych czasach pełniła funkcję sali koronacyjnej. Jak tylko znaleźli się wewnątrz, Ben zamknął zasuwające się drzwi. Lanever Villecham tymczasem podszedł do jednej ze ścian i począł się jej przyglądać.
— Ciekawe — zauważył. — Ściany jak gdyby znowu są ceglane. A wcześniej były metalowe.
— Pewnie to sprawka Mniejszości Galaktycznej — zauważył Dexter Jestter.
— Prawda — odparł mu Tarsunt. — Być może zaimplikowali tu jakiś okręt czy coś. W każdym razie żałuję, że nie jestem Komisarzem Kultury, jak senator Rawse Varta.
Ben nawet nie udawał, że wie, kim była wyżej wspomniana senator. W każdym razie coś innego zaczęło zaprzątać mu myśli.
— Lanever — zapytał — słyszysz?
— Ale co, Kylorenku? — odparł Tarsunt. — Przepraszam, jeżeli uraziły cię moje wcześniejsze słowa. Poniosło mnie.
Benowi co prawda kamień spadł z serca, niemniej nie to było materią rozmowy/
— Spoko, nie ma problemu — powiedział. — Chodzi mi jednak o głosy, które dochodzą spod posadzki. Jak myślisz, co to może być?
Komisarza materia ta także poczęła zastanawiać. Zgoła inaczej postąpił z kolei Dexter Jettster, który błyskawicznie znalazł w podłodze klapę i otworzył ją w okamgnieniu.
— Lanever?… — powiedział swoim niskim, depresyjnym głosem. — Tu jest jakaś kobieta.
Lanever Villecham obrócił się w stronę barmana.
— Podaj więc jej jedną spośród swoich czterech rąk i wyciągnij ją — zaproponował. — Jestem ciekaw, co ona tu robi.
Dexter szybko uporał się ze zleceniem. Kiedy wydostał już kobietę z pewnego rodzaju piwnicy, Lanever Villecham podszedł do niej i ucałował jej rękę.
— Senator Lanever Villecham, Komisarz do Spraw Wewnętrznych — przedstawił się. — Z kim mam przyjemność?
— Witajcie, jestem Hallina, królowa tego układu — odparła umorusana niewiasta.
Tarsunt drgnął i wycofał się o krok. Był pewien, że królową stracono.
— Przepraszam, ale jestem pewien, że królową stracono — przyznał.
— Miano mnie stracić — roześmiała się Hallina — ale ostatecznie obroniły mnie moje padmy.
— Moje kto?… — zdziwił się Ben.
— Moje padmy — powtórzyła monarchini, po czym wskazała na otwór w podłodze, z którego wyszło pięć kobiet ubranych na pomarańczowo. — To elitarny oddział przeznaczony po to, by mnie strzec.

← Poprzedni • Następny →


Obok dawania możliwości tworzenia swojego własnego świata Gwiezdnych wojen celem Star Wars Fanonpedii jest gromadzenie twórczości znanej jako fanfiction. Opowiadań pisanych rozdziałami, które tworzymy od ponad trzech lat, jest już ponad 408, jednak ich liczba stale wzrasta.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.