FANDOM


Autor: Mustafar29
Kanon
kanon
Real
Świat rzeczywisty
Sw logo

Ku ciemności: Epizod 07 – Walka w zwarciu

Lanever Villecham popatrzył na królową Hallinę i kobieta bynajmniej różniła się od pozostałych znanych mu królowych. Być może w grę wchodziła tu kwestia wieku.
— Miło mi was poznać, padmy — powiedział tymczasem Dexter Jettster, podszedł do panien i podał każdej z nich po jednej ze swoich rąk. Brakowało mu tylko jednej.
Lanever Villecham tymczasem podszedł do królowej, by się jej przyjrzeć. Wyglądała tak nieprzekonująco, że mężczyzna przymrużył nawet oczy. Teraz nie miał już wątpliwości, że królowa była fałszywa.
— Mhm — jęknął sobie, po czym dodał — dobrze, a masz może pomysł, jak się stąd wydostać, dziewico?
Pytanie to było retoryczne. Lanever Villecham nie podejrzewał tak tandetnej podróby o tak rozwiniętą inteligencję.
— Rozważaliśmy wzięcie jakiegoś statku — przyznał Ben, wtrącając się do rozmowy — ale raczej nierealne, aby nas wypuścili.
Królowa dotknęła dłonią swojego podbródka i także przymrużyła oczy, by zastanowić się nad najlepszym rozwiązaniem.
— Teoretycznie wystarczy ruszyć jakimś statkiem spoza Teeth — przyznała. — Broasca Nar zabezpieczył miasto łącznie z zamkiem, ale nie kontroluje terenów poza nim. W sam pałac z kolei wkomponował jakiś bliżej nieznany mi okręt.
— W takim razie możemy spróbować go przejąć — zauważył Dexter Jettster swoim niskim, depresyjnym głosem. — Odlecimy nim albo buchniemy jakąś kapsułę.
Lanever Villecham od razu przystał na propozycję barmana, jednak stojąca obok monarchini pokręciła tylko trochę głową.
— To się nie uda, panie komisarzu — zauważyła. — Nawet gdyby udało nam się ruszyć tę machinę, odlecielibyśmy razem z całą jej załogą, włączając w to samego Nara i droidy bojowe.
Lanever Villecham spojrzał na kobietę podejrzliwie. Nie ufał jej i był już teraz prawie pewien, że ma do czynienia z sobowtórem albo ze zwykłym robotem. Albo nawet z przebranym mężczyzną, gdyż Hallina wyglądała prawie jak przedstawiciel tej płci.
— Broasca Nar nie żyje — chrząknął Tarsunt. — Zamordował go bliżej nieokreślony Jeźdźca Tusken wrażliwy na Moc.
Królowa Hallina nagle posmutniała. Jak widać, wieść o śmierci jej oprawcy musiała ją niezmiernie dotknąć.
— Ja mam pewną sugestię — wtrącił się Ben. — Na głównym mostku okrętu powinien być komputer o wystarczającej energii, by przebić się przez blokadę sygnału i skontaktować się z najbliższym krążownikiem Republiki. Z pewnością przylecieliby nam na pomoc!
Królowa Hallina zgodziła się z padawanem i powiedziała, że jego pomysł brzmi obiecująco. Po chwili monarchini w towarzystwie padawana, barmana, komisarza i swoich pięciu padm opuściła salę koronacyjną.
Frontowym wejściem.


Border

Luke szedł przed siebie korytarzem, mimo że za bardzo nie wiedział, dokąd idzie ani po co. Za cel miał uratowanie Bena Solo, Lanevera Villechama i Dextera Jettstera z opresji, chociaż nie do końca miał pomysł, jak się do tego najlepiej zabrać.
Korytarz, którym podążał mistrz Jedi, dzielił się na segmenty oddzielone grodziami. Kiedy Luke miał przejść do kolejnego z nich, otwór niespodziewanie zamknął się, a po chwili zgasło i światło. Luke miał co do tego naprawdę złe przeczucia. Po chwili jednak światło zaczęło się zapalać, i to nawet od jego strony korytarza. Lampy uruchamiały się kolejno, począwszy od tej tuż nad jego głową, w taki sposób, że jako ostatni oświetlony został drugi koniec segmentu korytarza. Tam z kolei mistrz Jedi dostrzegł jakąś osobę.
— Luke Skywalker — powiedział, jak się okazało, Tuskenin. — Tak się spodziewałem, że tu przybędziesz.
Mężczyzna ściągnął z pleców swoje podwójne bisento i rozłożył je, trzymając wyciągnięte w linii poziomej względem swojego ciała.
— Witaj, Uahoo — oparł Jedi. — Odebrałem twoją wiadomość i oto jestem. Sam, tak jak chciałeś.
Uahoo i Luke’a dzieliło około pięć metrów. Mężczyźni patrzyli na siebie przez jakiś czas. Skywalker dogłębnie wpatrywał na przeciwnika. Wiedział o nim to, o czym poinformował Shmi, z którą niedawno się pojedynkował — że przed wybuchem wojen klonów szkolił jego babcię na polecenie Cliegga Larsa, czyli Dartha Shpannera.
— Jesteś bardzo głupi, Jedi — powiedział użytkownik ciemnej strony. — Gdybyś przybył tu razem w flotą Republiki, odbyłbyś zarówno swoich przyjaciół, jak i cały system. A tak to zginiesz zarówno ty, jak i oni, i nastanie kres Jedi.
Luke zapalił swój miecz. Był gotowy na pojedynek, i to mimo że w zasadzie nie nabrał jeszcze wystarczająco sił po poprzednim. Uahoo tymczasem, w prawej ręce trzymając bisento, lewą dłonią sięgnął po komunikator.
— Admirale Prewt — powiedział — proszę się nie fatygować. Ambasadorzy nie są dłużej potrzebni.
Tuskenin przypiął komunikator z powrotem do pasa, po czym złapał bisento obiema rękoma horyzontalnie względem swojego ciała i obrócił je o trzysta sześćdziesiąt stopni. Luke tymczasem, jak to miał w zwyczaju, podniósł lewy kącik swoich ust i przymrużył nieznacznie oko.
— Nie przybyłeś tu dla władzy ani też dla pieniędzy, prawda? — zasugerował mistrz Jedi. — Nie przybyłeś tu także dla mnie ani dla Bena. Przybyłeś tu po artefakt.
— Który nie trafi w twoje ręce — odparł Uahoo półszeptem i ruszył w stronę Jedi.
Rozpoczęła się walka. Tuskenin próbował wykorzystywać słabe punkty Skywalkera; ten jednak omijał ruchy przeciwnika dość zgrabnie, jak gdyby przewidywał każdy następny.
Choć walka była męcząca, Luke starał się to ukrywać, ciągle uśmiechając się w stronę przeciwnika. Zachowanie to rozdrażniło Uahoo, który nacierał coraz bardziej. W pewnym momencie Tuskenin podniósł swoje bisento jak najwyżej, aby to metalowym uchwytem ugodzić mistrza. Ten jednak obronił się przed zamachnięciem, po czym sam uniósł swój miecz świetlny ponad głowę, by z całej siły uderzyć w broń mrocznego Jedi. W efekcie bisento zostało przełamane na pół w miejscu zgięcia, a dwa jego końce opadły na ziemię.
To jednak nie dało przewagi Skywalkerowi. Uahoo niezwłocznie sięgnął w głąb siebie i, używając Mocy, odepchnął mistrza Jedi, tak że ten opuścił miecz, po czym całą siłą uderzył w gródź dzielącą segmenty korytarza, przez którą sam miał przejść przed paroma minutami.
Luke’a bardzo rozbolała głowa. Gdy otworzył oczy, jedynym, co widział, była sylwetka Tuskenina zmierzająca w jego kierunku i ocierająca jego zapalony miecz świetlny o podłodze, zostawiając za sobą pas stopionego metalu.

← Poprzedni • Następny →


Obok dawania możliwości tworzenia swojego własnego świata Gwiezdnych wojen celem Star Wars Fanonpedii jest gromadzenie twórczości znanej jako fanfiction. Opowiadań pisanych rozdziałami, które tworzymy od ponad trzech lat, jest już ponad 407, jednak ich liczba stale wzrasta.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.