FANDOM


Autor: Mustafar29
Sw logo

Ku ciemności: Epizod 11 – Przebudzenie Jedi

Lanever Villecham podpierał się swoją laską i, co trzeba przyznać, robił dość szerokie odstępy jak na siebie samego. Teraz podążał korytarzem kalmariańskiego krążownika o nazwie Skawa i w towarzystwie Bena Solo zmierzał na mostek, by wziąć udział w kryzysowej naradzie władzy na uchodźstwie.
Kiedy gródź się otworzyła, oczom niskiego Tarsunta ukazał się podświetlony na niebieskie stół, a w okół niego zebrani ci, którzy zdołali uciec z oblężonego Hosnian Prime, a przede wszystkim kanclerz Grewpsha wraz delegatami Senatu, w tym z senatorem Thanlisem Depallo, i marszałek Amilyn Holdo wraz z reprezentantami Rady Militarnej, takimi jak chociażby admirałowie Ackbar i Statura, pułkownik Phox czy generał Lando Calrissian.
— Komisarz Villecham, dobrze, że już pan jest — przemówiła Grewpsha, trzymając ręce skrzyżowane na plecach. — Nie ma wątpliwości, że za atakiem na stolicę stoi Mniejszość Galaktyczna. W dodatku liczebność ich wojsk i floty uniemożliwia nam odbicie planety…
Lanever Villecham popatrzył na marszałek Holdo kątem oka, stwarzając nieprzyjemny odbiór.
— To prawda — przyznał. — Jak widać, ktoś się tu nie spisał.
Wiceadmirał spuściła głowę i skrzyżowała swoje dłonie na przecie ciała, jak gdyby zamierzała wycofać się z dyskusji.
— Nieważne jest teraz, kto ponosi winę — oznajmił pułkownik Phox. — Dysponując takimi siłami, Mniejszość Galaktyczna będzie terroryzować galaktykę, dopóki całkowicie jej sobie nie podporządkuje.
Ben podniósł nieco oczy i nieśmiało podszedł bliżej niebieskiego stołu.
— W dodatku rządzi ją niebezpieczny użytkownik Mocy — odparł.
Lanever Villecham popatrzył chwilkę na siedemnastoletniego padawana, po czym odwrócił się w stronę kanclerz Grewpshy. Chciał ostatecznie włączyć się do tak bardzo oficjalnych rozmów, a przy okazji zabłysnąć charyzmą, na wypadek gdyby jeszcze raz miał zostać kanclerzem.
— Jak bardzo w dCenzurapie jesteśmy? — zapytał.
Kanclerz z kolei posunęła się nieznacznie do tyłu, dając znak komisarzowi, że nie podoba jej się słownictwo, które zastosował. W tej sytuacji jednak kobieta postanowiła nie wszczynać kolejnej awantury.
— Łącznie ze Skawą mamy tylko trzy krążowniki — odparła Grewpsha. — Zapewne znalazłoby się parę V-wingów… no i jest jeszcze Vroobel Millennium.
Polityk spojrzała na Lando Calrissiana, jakby chciała upewnić się, że jest tak, jak mówi.
— Za to Mniejszość Galaktyczna dysponuje gigantycznym niszczycielem i całą masą droidów-sępów. W starciu bezpośrednim nie mamy szans — przyznał admirał Phox.
— Ma pan rację, panie Phoksie — przyznał Lanever Villecham. — Przecież nie wyłączymy tych robotów jednym przyciskiem, hę?
Ben Solo zamyślił się na chwilę, a po chwili ucieszył się niezmiernie, podniósł głowę i skierował swój wzrok na Lanevera Villechama.
— Chyba że to zrobimy — powiedział, sprawiając wrażanie, że oczekuje, że Tarsunt domyśli się, o co mu chodzi.
Tarsunt jednak nie domyślił się i patrzył na młodego Jedi tak, jak przed chwilą.
— Nie, nie możemy — westchnął po chwili. — Przecież nikt nie kontroluje ich pilotem.
— Pilotem nie! — odparł Ben entuzjastycznie. — Są kontrolowane z krążownika wbudowanego w pałac w Theed. Kiedy uciekaliśmy przed Uahoo, mijaliśmy tę wielką ścianę, pamiętasz?
Lanever Villecham nadal patrzył tak samo. Dlatego też Ben zdecydował się zagadać bezpośrednio do Grewpshy.
— Pani kanclerz! — oznajmił. — Senator Lanever Villecham, Lando Calrissian i ja z przyjemnością polecimy do Theed i wyłączymy panel kontroli droidów. Wtedy bez przeszkód będziemy mogli wrócić na Hosnian Prime, a z pomocą policji…
— …odbijemy Senat — dokończyła Grewpsha. — Dobrze, macie moją aprobatę. Jak tylko zdezaktywujecie panel, dajcie nam znać, a przybędziemy wam z pomocą.
Grewpsha rozejrzała się dookoła stołu.
— Niech Moc będzie z nami — dodała.


Border

Luke obudził się i przetarł oczy. Jak widać, osiem godzin snu to za mało, aby się wyspać. Jedi sięgnął po rękawiczkę i nałożył ją na rękę. Nieopodal stał dezaktywowany R2-D2. Skywalker pomyślał, że nie ma potrzeby go uruchamiać. Wstał i poszedł do łazienki na poranną toaletę. Kiedy wyszedł, podszedł do lodówki i wyciągnął z niej smażoną rybę, która została jeszcze z wczoraj.
Posilony i wykąpany, Luke postanowił usiąść na pufie, którą miał wmontowaną w mieszkaniu, które wynajmował. Próbował się skupić, jednak coś wyraźnie mu przeszkadzało.
— Ta cisza… — pomyślał. — Coś jest nie tak.
Jedi podszedł do okna. Pierwszym, co rzuciło mu się w oczy, był brak jakichkolwiek śmigaczy. Kiedy zaś spojrzał w dół, zobaczył bataliony droidów prowadzące bezbronnych przechodniów. Jak widać, wiele musiało się dziać, kiedy spał.
— Niezła armia, Uahoo — powiedział do siebie, chwytając palcami brodę. — Ciekawe, gdzie wybudowana.
Jedi obrócił się i zawołał R2-D2. Astromech uruchomił się, witając właściciela zestawem jęków i pisków.
— Czeka nas jedna misja. Chodź.
Niebawem Luke dosiadł R2-D2 zupełnie tak samo, jak parę tygodni temu zrobił na Naboo. W ten sposób postanowił przemierzyć dzielące go od budynku Senatu tysiąc dwieście metrów.

← Poprzedni • Następny →
Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.