FANDOM


Autor: Mustafar29
Kanon
kanon
Real
Świat rzeczywisty

Sw logo

Ku ciemności: Epizod 14 – Bitwa przestrzenna, część I

Lanever Villecham zdawał sobie sprawę, jak ważna była to misja. Nie znaczyło to jednak, że podchodził do niej bardziej starannie. Teraz w myśl planu, który opracowali na pokładzie Skawy, był w pałacu w Theed, by wyłączyć panel kontroli droidów i tym samym pozbawić Mniejszość Galaktyczną armii, aby w efekcie umożliwić odbicie Hosnianu Prime spod jej jarzma.
Aktualnie poczciwy Tarsunt razem z padawanem Benem Solo przemierzał pionowo ułożony szyp wewnątrz krążownika wbudowanego w pałac. Byliby jednak szli korytarzem, tak jak to mieli w planach, gdyby nie fakt, że ostatecznie zostali zauważeni. Finalnie obaj uznali, że droidy bojowe typu B1 nie są na tyle zwinne, by wspinać się ich śladem.
— Widzisz, Benie Solo? Prześwit — powiedział senator, zatrzymując się na chwilę. — Spójrz przez niego może i zobacz, czy to już tu.
— Kiedy ja nie sięgam — Ben zmarszczył brwi.
— Huncwot — odparł mu Lanever Villecham. — Nie, to nie, sam sprawdzę.
Kiedy Tarsunt zgrabnie przeskoczył na drugą stronę szypu, musiał jeszcze kawałek się wdrapać. Gdy był na wyższej pozycji, mógł bez przeszkód zobaczyć, co jest za ścianą.
— Nic z tego, chłopcze — powiedział do Bena. — Droidy. Musimy iść wyżej.
Ben Solo, teraz znajdujący się po przeciwnej stronie, spojrzał lekko w górę.
— Zobacz! — krzyknął. — Tam jest kolejny!
Padawan zaczął zmierzać w stronę prześwitu, jednak dawny kanclerz ostatecznie go wyprzedził.
— Nie, to nie, chłopcze — powiedział, po czym spojrzał przez otwór. Gdy jednak ujrzał za nim pięć padm z Elitarnego Oddziału, uznał, że nie ma sensu informować o tym Bena ani tym bardziej iść tamtędy, nawet gdyby była to właściwa droga.
Kiedy przeszli jeszcze parę metrów w górę, spostrzegli, że korytarz zaczął się jak gdyby zwężać. Kolejne parę metrów później ich oczom ukazała się płyta, która — jak można się domyślić — na pewno była do otworzenia. Na jej środku widniał okrągły właz. Żeby go otworzyć, Ben Solo musiał nieznacznie podskoczyć, wspomagając się Mocą, aby ostatecznie na nim zawisnąć.
— No to teraz zobaczymy, jakie masz mięśnie — śmiał się Lanever Villecham, patrząc w górę, jak padawan męczył się z przekręceniem uchwytu, jednocześnie na nim wisząc.
Ten jednak ani drgnął, i to pomimo wysiłku, jaki chłopak wkładał w to, co robił.
— Nic z tego — powiedział Ben na koniec. — Chcesz, to ty spróbuj.
Chłopak puścił się w dół i chwycił wystających ze ściany kabli. Lanever Villecham tymczasem zrobił niezbyt kulturalną minę w jego stronę, po czym powiedział mu, żeby patrzył i się uczył, aby następnie samemu podskoczyć nieznacznie i spróbować otworzyć właz.
I o dziwo udało mu się.
Kiedy przejście było już osiągalne, polityk i Jedi mogli bez problemu wyjść z nieprzyjemnego korytarza. Wtedy okazało się, iż znaleźli się w kolejnym korytarzu — jednak częściowo otwartym. Zamiast lewej ściany bowiem miał barierki, za którymi, za pięciometrową przestrzenią, dało się dostrzec wysoki komputer, pełen połączonych ze sobą urządzeń. Kiedy Ben popatrzył w dół, ledwo mógł dostrzec sam koniec.
Lanevera Villechama nie zdawało się to jednak interesować, gdyż spotkał kogoś znajomego.
— Dexter Jettster? — powiedział zdziwiony. — A co ty tu robisz?
— Stoję — odparł Dexter Jettster swoim powolnym, depresyjnym głosem. — Właściwie to przed momentem stałem na klapie.
To nie był jednak czas na wyjaśnienia, gdyż bądź co bądź był tam panel do zdezaktywowania. Lanever Villecham także podszedł bliżej barierki, a za nim i Dexter Jettster.
— Trzeba to jakoś destabilizować — oznajmił Lanever Villecham.
— I to tak, żeby nie dało się tego później naprawić — dodał Dexter Jettster swoim powolnym, depresyjnym głosem.
Lanever Villecham popatrzył na barmana z politowaniem.
— Te droidy są zasilane prądem bezprzewodowym — oznajmił. — Dezaktywacja źródła energii przerwie niewidoczną wiązkę tak, że nie będzie możliwości jej ponownego zawiązania.
Dexter Jettster podrapał się po głowie.
— Dobrze, ja to załatwię — powiedział Ben, po czym ukucnął i podskoczył, przelatując ponad barierkami, by po pięciu metrach chwycić się olbrzymieć ściany i w ten sposób chronić się przez spadnięciem.
— Ja cię — powiedział — to wszystko wygląda na bardzo stabilne. Chwilę mi zajmie znalezienie jakiegoś słabego punktu.
— To lepiej się pospiesz! — wrzasnął w jego stronę Lanever Villecham, dodatkowo splatając swoje dłonie w tunel, tak by być lepiej słyszanym. — Kanclerz Grewpsha czeka ze skokiem w nadprzestrzeń!
Ben obrócił głowę delikatnie w stronę sędziwego Tarsunta. Co prawda, rozzłościł go jego ton, jednak nie był to teraz czas na wszczynanie kłótni. Chłopak wdrapał się się jeszcze kawałek, po czym krzyknął entuzjastycznie.
— Znalazłem! — zawołał. — Jest wolny kabel!
Padawan chwycił za drut okryty gumą i pociągnął go. Włożył w to jednak taką siłę, że sam — również na skutek iskry — zaczął spadać w dół. I byłby spadł, gdyby nie łańcuch życia utworzony przez Lanevera Villechama i trzymającego go za nogi Dextera Jettstera, który równocześnie drugą parą rąk trzymał się barierek.


Border

Cisza w przestrzeni tuż nad atmosferą Naboo nie miała potrwać długo. Ogromny niszczyciel właśnie opuścił nadświetlną. Na mostku, tuż przed główną szybą, stał szczupły Neimoidianin ubrany na brązowo. Ręce miał splecione na plecach, jak gdyby czuł nagłą potrzebę dominacji. Był nim Upel Newtareg, pełniący funkcję wiceprezesa Mniejszości Galaktycznej jeszcze od czasów Broasci Nara.
Tyle drzwi mostka otworzyły się i wszedł admirał Prewt, w ręku niosąc jakiś przekaz. Podszedł bliżej wiceprezesa, a ten, zupełnie obojętny, obrócił się w jego stronę.
— Jakieś wieści, admirale? — zapytał.
— Tak — kiwnął głową krępy Neimoidianin, którego osobisty frachtowiec przed momentem dokował na krążowniku. — Wszystkie droidy poczęły się wyłączać! Wszystko wskazuje na to, że na Naboo odcięto główne źródło energii!
— Ha! — krzyknął Newtareg, po czym z powrotem popatrzył na planetę przez szybę. — Mówiłem Broasce, że bezprzewodowa armia to nie najlepszy pomysł. A jak się na to zapatruje prezes Uahoo?
— Nie ma z nim kontaktu — odparł Prewt.
— Cóż, zatem Uahoo nie stanął na wysokości zadania — odparł Upel Newtareg, tym razem nie patrząc na swojego rozmówcę. — Admirale, proszę przygotować się do doszczętnego zestrzelenia miasta Theed.
— Ależ panie! — odparł Neimoidianin. — Miasto jest pełne ludzkich cywilów!
Newtareg zatrzymał się.
— Czy wyraziłem się nie jasno? — wiceprezes zapytał retorycznie, po czym nadal nie spoglądając na Prewta, udał się w stronę wyjścia. Ten z kolei popatrzył na oficerów dookoła.
— Wykonać? — zapytał go jeden z nich.
— Tak, z tym że… — odparł Prewt. — Proszę celować w… Otoh Gunga.

← Poprzedni • Następny →
Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.