FANDOM


Sw logo

Nowe pokolenie: Rozdział IV

Mistrz i uczeń. Allyra Arso i Maks'in vel Terra, nazywany po prostu Maks. Obaj grubo ubrani weszli w szczelinę umiejscowioną w ogromnym lodowcu, którego, po rozejrzeniu się, końca nie było widać. Teoretycznie zmierzali w nieznane, jednak Alha Negra wysyłając ich na tą misję dobrze wiedziała co robi. Allyra była doświadczoną Jedi – dobrze posługiwała się Mocą, co niejednokrotnie udowodniła, zazwyczaj na misjach pokroju tej. I to właśnie jej doświadczenie w Mocy miało ją zaprowadzić do celu.
Z notek znalezionych w sanktuarium na planecie D'jos wynikało, że tutejsze jest całkowicie opuszczone od niemal 3 tysięcy lat, a więc od czasów, gdy zakon jasnej strony po niespodziewanym ataku Sithów musiał się całkowicie odbudować.
Ledwo przeszli przez długą na kilkaset metrów szczelinę, której szerokość wynosiła ledwo pół metra. W kilku miejscach na ciele byli poobdzierani – ciała skaleczone, a ubrania w niewielkim stopniu rozerwane. Przed ich oczyma ukazała się ogromna brama wbudowana w drugi, pobliski lodowiec. Budowla zbudowana była z ciemnoszarego betonu, gdzieniegdzie pomalowana na czerwono, jednakże farby ostały się resztki. Przed nią leżały cztery wywrócone pomniki wojowników, które nie przypominały wielkich mistrzów upamiętnionych na murach świątyni Coruscant.
– Mistrzu... to miejsce, wyczuwam tu ciemną stronę, dużo ciemnej strony. Zupełnie, jakby tu były dziesiątki osób tylko czekających, aby nas zabić. Dlaczego wysłali tylko nas na tą misję? – zapytał przestraszony Maks jąkając się. Czuł jedynie strach, jednak wiedział, że musi się opanować, aby go nie skusiło do mroku.
– Spokojnie Maks. Wielka mistrzyni dobrze wiedziała co robi wysyłając nas na tą misję, to miał być test... Co prawda był z nami jeszcze mistrz Kenn, ale cóż, ehh – odpowiedziała również czując grozę, jednak ona, bliska kompanka Mocy, nie wykrywała wielu istot, przynajmniej żywych. – Musimy tam wejść, mistrzyni Negra jest litościwa, ale tej misji nie możemy porzucić!
Padawan jedynie kiwnął głową, jego twarz wskazywała na totalny strach, ale on był silny. Allyra stała odwrócona do niego z udawanym uśmiechem i lekko wyciągniętą ręką.
– Chodź – powiedziała, po czym Maks podszedł do niej i razem otworzyli wrota, niemal trzykrotnie większe od nich samych.


Border

– Oszalałaś?! – krzyknął w stronę Alhy, opierając ręce na stole, Jaden Karn, mistrz zasiadający w radzie zakonu. – Wysłałaś trójkę rycerzy, z czego jeden z nich to Padawan, na poszukiwania saktuarium, prawdopodobnie skrywającego Sithów na planetę, która jawnie sprzeciwia się Republice? Jak ty dostałaś tą posadę, przypomnisz?
– Uspokój się. Wiem co robię, Arso samodzielnie wywiązywała się z podobnych zadań – odparła.
– Może masz rację. Ja tylko dramatyzuję... ale wiesz, jakie tajemnice może ta świątynia skrywać? Wiedza, którą tam posiądą może i strącić z racjonalnej ścieżki. Może się spełnić scenariusz gorszy od ich ewentualnej śmierci.
– Sithowie wykazują znikomą aktywność, nie jest wiadome czy jeszcze istnieją. Mogli się nawzajem powybijać, znasz ich – dodała próbując uspokoić mistrza.
– Nikt ich nie zna. I nikt nie pozna – po tych słowach Karn oderwał od mebla ręce, ukłonił się i opuścił gabinet znajdujący się w jednej z wież świątyni na Coruscant.


Border

W środku było ciemno, gdzieniegdzie ledwo błyskały wyczerpane światła o szkarłatnej barwie. W środku było pusto, zimno, a cały korytarz, który rozdzielał się na trzy kolejne ogarnięty był mgłą, nietypową mgłą. Kompani się rozdzielili, okazało się jednak, że był to tragiczny pomysł. Przez wiele minut było pusto, nic nie mogli znaleźć, wszystkie skrzynie, w jakich mogło coś się zachować zostały złupione, wszystkie artefakty, które mogły pomóc w zniszczeniu Sithów zostały zabrane, wszystkie informacje, jakie mogli o nich zdobyć były napisane w niezrozumiałym języku. Maks złapał się za głowę, padł na kolana, krzyczał.
– Co się dzieje? C, c, co... Nie, nie, nie. Zostawcie mnie! Aaaaa! – krzyczał przeraźliwie Padawan.
Woyunoks jiaasjen. Qo Jidai qorit – przemawiały do młodzieńca przerażające postacie, spowite cieniem, od których czuć było śmierć, mrok i strach.
Allyra, gdy tylko usłyszała krzyk, pobiegła w stronę swego ucznia. Zastała go leżącego na ziemi z twarzą ukrytą za złączonymi rękami. Kobieta złapała go za ręcę i zapytała łagodnym głosem, jak do dziecka:
– Hej Maks, co się stało?
– Nie, nie wiem. Otyczyli mnie, byli cali czarni, jakby zrobieni z cienia. Mówili coś w niezrozumiałym języku – odrzekł mając na twarzy strach. W jego oczach zabłysł żółty promień, Mistrzyni tego jednak nie zauważyła.

← Poprzedni
Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.