FANDOM


Autor: IwanRoslin
Alternatywy
alternatywy
Real
Świat rzeczywisty
Sw logo

Zwyczajny Pilot Nowego Imperium: Rozdział 1

Pokład Gwiezdnego Niszczyciela typu Imperial „Tyrant”, orbita nad Księżycem Sanktuarium, układ Endor, sektor Modell, kraniec Zewnętrznych Rubieży.


   Nath spokojnie przeglądał swój datapad, czytając najróżniejsze informacje na temat planety, nad którą właśnie orbitowali. Kątem oka, spojrzał się na planetę znajdującą się na wyciągnięcie jego ręki. Zielony księżyc wyglądał przepięknie, nawet będąc skrytym przez pole energetyczne, emitujące przezroczystą niebieską poświatę. Wrócił wzrokiem na datapad, kontynuując czytanie dość niekompletnego raportu z pierwszego zwiadu na planecie, przeprowadzonego przez Kapitana Toss’a. Szukał on idealnej lokacji na budowę nowej Imperialnej Stacji Bojowej, ignorując wiele problemów byleby otrzymać zapłatę za swoje znalezienie. Następnie szybko przeszedł do raportu Pfilbee Jhorna, który wprost wytykał niedociągnięcia Toss’a, uzupełniając jego raport o wiele fascynujących szczegółów.

   Dla niewtajemniczonego, jego zachowanie było dość dziwne. Kiedy wszyscy biegali po hangarze, zajmując się jakimiś pilnymi sprawami, mając na ustach sztuczne uśmiechy, przepełnione obawami i nadziejami, Nath tylko stał, wpatrzony w datapada, co chwilę szczerze się uśmiechając. Prawdą jednak było, że każdy pilot miał swój własny sposób na odstresowanie i uspokojenie przed akcją. Niektórzy pili hektolitry kafu, inni grali w Holoszachy, a jeszcze inni krzątali się po całym okręcie bez celu, byleby czymś się zająć. Najważniejsze było, by chociaż na chwilę zrzucić z siebie ciężar służby.

   Po chwili naturalny hałas, będący ciszą dla uszu Nath’a, został zakłócony, jednym dźwiękiem, przy którym zawsze jeżyły się włosy na jego skórze. Przeciągłe wycie syreny uświadomiło każdemu, że czas na pracę, lubił tę pracę, nawet jeśli miała ona oznaczać zestrzelenie Bogu ducha winnych pilotów, którzy po prostu mieli inne przekonania co do Galaktycznego rządu. Nathaniel momentalnie odłożył datapad na jedną ze skrzyń zawierających najpewniej zaopatrzenie, ruszając żwawym krokiem do jednego ze stojących w pobliżu myśliwców TIE. Skoczył na drabinę, szybko otwierając górny właz myśliwca, usadawiając się w środku gały, rozpoczynając, wyuczoną przez niego na pamięć, sekwencję startową. Po chwili mógł już tylko czekać na upragniony przez niego rozkaz startu. Nie lubił latać w podstawowych gałach, lecz złożono mu prostą propozycję. Miał do wyboru, zasiąść za sterami większego, szybszego i wytrzymalszego TIE Interceptora, przez złośliwych nazywanego Skosem, dołączając jako uzupełnienie do jednej z Eskadr znajdujących się na Egzekutorze, lub otrzymać dowództwo nad kluczem myśliwców TIE. Nathaniel wybrał klucz, w pamięci mając swojego poprzedniego dowódcę, weterana Wojen Klonów, który wprost uznawał ich za mięso armatnie, mając w pamięci zastępowalność klonów.

   Po chwili, która dla niego była jak wieczność, usłyszał upragniony rozkaz z mostku Tyranta, który był dla jego uszu niczym Marsz Imperialny, dla lojalistów.

   - Kontrola lotu do Sierżanta Von’a, macie pozwolenie na start, formacja szpicy, prędkość domyślna, podążajcie za Eskadrą Auresh – Nath uruchomił silniki, oczekując momentalnie na dźwięk, który będzie oznaczał jedno, odpięcie zaczepów. Przy okazji, kliknięciem przełączył się na wewnętrzną komunikację.

   - C-1-1 na pozycji startowej. C-1-2 i C-1-3 rozpocząć sekwencję startową i czekać na odpięcie zaczepów. Ruszamy w szpicy, nie obciążamy silników, dzisiaj lecimy za Inceptorami z Auresh, zrozumiano? – Odparł Nath, lekko zestresowanym głosem.

   Jego podwładni mieli potencjał, lecz ciągle byli nowicjuszami, więc musiał trzymać ich krótko by nie popisywali się, i nauczyli się pokory. Nie był zachwycony, że ich debiut odbędzie się podczas największej bitwy, która ma zakończyć samozwańczą Rebelię, nieposłusznych systemów i ich sprzymierzeńców. Miał jednak dziwne przeczucia, że może być to powtórka z Bitwy, która zapisała się na kartach historii, jako najbardziej druzgocząca porażka Imperium, od czasu jego powstania w roku kończącym Wojny Klonów. Nath wychowujący się na jednej z planet w głębokim jądrze, które nie uświadczyły zagrożenia Konfederacji Niezależnych Planet, z zaciekawieniem obserwował fragmenty pokazywane w Holonecie, ukazujące konflikt we wspaniałym świetle, wychwalając urzędującego Kanclerza. Po upadku Konfederacji i Zakonu, który jeszcze do niedawna był obrońcami uciśnionych i organizacją, która sięgała po coraz większą władzę, powstało Imperium Galaktyczne i na planetę zamieszkaną przybyły klony, przemianowane na Szturmowców. Formalnym powodem była organizacja ogromnej parady, lecz zbiegło się to z tajemniczą śmiercią rodziny królewskiej, kontrolującej planetę. Dość szybko rozeszła się plotka o tajemniczym mężczyźnie w szacie, którego rodzina królewska przyjęła pod swój dach i który ich zamordował pod osłoną nocy. Nikt nie nazywał go Jedi, lecz wszyscy mieli podejrzenia. Władzę na planecie przejął Gubernator, który wprowadził ścisłe zasady, które nie wszystkim przypadły do gustu, ale po pokazowych egzekucjach kontrimperialistów zapanował spokój.

   - Sierżancie, jesteś tam? Powtarzam C-1-2 na pozycji, wszystkie systemy sprawne, gotowy do startu. – Dość niski głos wydobył się z głośników w jego hełmie, odrywając go od przyziemnych myśli.

   - C-1-3… także melduje się na pozycji – Odparł nijaki głos, przerywając w połowie zdanie potężnym ziewnięciem.

   Nath od razu rozpoznał tę dwójkę. Pierwszy z pilotów, niebieskooki, niski człowiek, nazywał się Kor Pel i pochodził z Korelii. Nos miał wiecznie czerwony, co idealnie kontrastowało z jego okrągłą twarzą i krótkimi, czarnymi jak noc włosami, stwarzało to jedyny w swoim rodzaju efekt. Na co dzień Kor był ożywiony, śmiejąc się, że wszystkiego szyderczo swoimi wąskimi ustami. Jednak Nath miał zmysł do ludzi i zauważał więcej szczegółów niż przeciętny człowiek, w pewnych momentach oczy Kor'a były pewne smutku i tęsknoty za czymś, lub za kimś, wręcz w niektórych momentach widział w jego oczach szczerą nienawiść do wszystkiego co go otaczało. Nathaniel podejrzewał nawet, że ten zażywa przyprawy, ale zachował te spostrzeżenia dla siebie, każdego dnia czekając na smutnych panów z ISB z informacją o jakimś niecnym wyczynie Kor'a. Drugiego pilota, natomiast Nath uznawał za jedną z ciekawszych person, jakie poznał od czasu wstąpienia do służby. Ovu Katsu, urodzony na Naboo wstąpił do służby w tym samym okresie, kiedy Imperium zalali ochotniczy z surowego Tatooine i bujnej w roślinność Naboo. Pomimo tęgiego wyglądu i świetnej koordynacji ręka-oko, ledwo ukończył Akademię Imperialną, otrzymując przydział do małej placówki na Zewnętrznych Rubieżach. Niestety zdarzyło mu się zasnąć na służbie, za co został przeniesiony karnie do jego klucza. Po paru miesiącach Nath zrozumiał, dlaczego osiągał tak słabe wyniki w Akademii. Pomimo swojej wysokiej i tęgiej budowy, był chyba najbardziej spokojnym i leniwym pilotem w całej Marynarce, podnosząc morale załogi, swoim spokojnym podejściem do wszystkich sytuacji. Skórę miał czarną od słońca Tatooine, włosy natomiast zafarbowane na biało, stanowiące miłą odmianę od monotonnego wyglądu innych pilotów. Wszędzie gdzie się pojawiał, zyskiwał szacunek zwykłych pionków i zyskując wrogów w zirytowanych wyższych sferach. Aczkolwiek on się tym nie przejmował, żyjąc dalej, głównie śpiąc pomiędzy kolejnymi treningami i misjami.

   - Przepraszam, zamyślałem się, wybaczcie. W takim razie szykujcie się, uwolnienie zaczepów to tylko kwestia sekund – Odparł Nathaniel, kończąc swoje wspominki o członkach jego klucza. – Ovu mówiłem ci, żebyś spał więcej, a nie potem mi ziewasz tutaj. Zresztą nieważne. Masz być efektywny i ty… - Po chwili jego wywód przerwał dźwięk, który był miodem dla jego uszu. Gdy tylko zaczepy puściły, poruszył drążkiem zwiększając prędkość myśliwca, i obserwując jak Kor i Ovu lecą po jego dwóch bokach. Po chwili jego oczom ukazał się ogrom całej floty. Całe niebo wszechobecnej pustki, przykryte było wszelakimi myśliwcami, a jego radar wręcz wariował od odczytów sojuszniczych jednostek. Spojrzał się na niedokończony klejnot Imperium i chwycił pewnie drążek. - Ty, Ovu… Co byś zrobił, gdyby wróg cię złapał i nie mógłbyś pójść spać – Wykrzyknął niskim głosem Kor, doprowadzając go i jego głośniki do lekkiego upośledzenia.

   - Numerki! Numerki! Jeśli to przeżyjemy, to nie chcę, żeby odwiedzili nas smutni panowie z ISB, którzy nam uświadomią co, może zrobić wróg gdy tylko dowie się o naszych tożsamościach – Wykrzyknął, będąc zirytowany po pierwsze głosem Kora, a po drugie zerową dyskretnością jego podwładnych.

   - Doobrze, będziemy trzymać się tych numerków. C-1-2, poszedłbym spaaa…ć - Po raz kolejny Ovu potężnie ziewnął, prawie zarażając swoją niemrawością resztę klucza. – Jaka dokładnie jest nasza misja C-1-1…

   - Nie ziewaj C-1-3, bo to jest zaraźliwe, a nikt nie chce śpiących pilotów podczas Bitwy, a natomiast jeśli chodzi o misję… Formalnie mamy podążać za Auresh, lecz nie sądzę, żeby w ogniu walki było to możliwe. W takim razie naszym celem powinna być tradycyjna likwidacja myśliwców. Jak na symulatorze… - powiedział Nath, zachowując dla siebie setki obaw, które plątały mu się po głowie.

   Myśliwce Rebeliantów były w każdym calu lepsze, miały pole energetyczne, hipernapęd i większą siłę ognia. Dodatkowo ich piloci byli bardziej doświadczeni, zważywszy na charakter partyzanckich ataków Rebeliantów. Nie podzielił się z nimi tymi obawami z prostego powodu, mieli już swoje zmartwienia, a dokładanie im swoich nie pomoże.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.