FANDOM


Autor: Mustafar29
Alternatywy
alternatywy
Real
Świat rzeczywisty

Dawno dawno temu, w odległej galaktyce…
Foscor

Star Wars Foscor 02


— Ta kobieta doprowadzi nas do wojny! Wybierzmy nowego kanclerza! Krążą słuchy, iż Nowy Początek jest potężniejszą siłą militarną niż nasza republika! — krążyły krzyki w sali senatu.
Niech sobie czytelnik wyobrazi co musiała czuć wtedy Najwyższa Kanclerz. Tylko usiadła i położyła rękę na swoim czole. Wiedziała, że jej rządy dobiegną końca. Kanclerka przez dziesięć lat piastowania urzędu miała nienaganną opinię. To jednak im nie wystarczyło, pomyślała. Kobieta miała dosyć polityki. Chciała uciec w nieznane rejony aby zapomnieć o tym wszystkim. Ale nie mogła. Jej duma na to nie pozwalała. Kanclerka obiecała sobie zostać u władzy tak długo, jak tylko będzie to możliwe. Nie zawaha się. Przecież to za jej czasów Darth Bane ustanowił doktrynę dwóch. A dwóch Sithów zostało już nie było, zapewniali Jedi, choć zginął zaledwie Bane. Drugi z nich znalazł nowego mentora i przyjął imię Fosang. Tak. To upadły Lord Sithów stanął na czele zakonu Foscorian. Jedi zapewniali także, że nie należy spodziewać się ataku z ich strony. Teraz jednak było inaczej. Nikt nie zważał na prawdę. To jasne było, iż Nowy Początek współpracował z ciemną stroną. Sam senator... właściwie już Najwyższy Kanclerz Senatano, dawny lider opozycji, obecnie przywódca Nowego Początku przyznał się do zlecenia ataku na okręt republikański przed rokiem. Ile zła się zdążyło wydarzyć, a ile jeszcze przyjdzie?
Kanclerka nie była osobą chętną do współpracy z Nowym Początkiem. Senatorowie jednak sądzili inaczej. Obecny lider opozycji, senator Ozi, był kandydatem na nowego kanclerza. Problem jednak stanowiło wotum nieufności wobec obecnego. To też była tylko kwestia czasu. Nawet Jedi nie widzieli zagrożenia ze strony współpracującej z upadłym Sithem organizacji militarnej.
Po skończonych obradach, kobieta udała się do swojego gabinetu w towarzystwie dwóch gwardzistów. Usiadła przy biurku, poczęła wpatrywać się w otaczającą ją czerwień. Wtem jeden z jej strażników rozkazał drugiemu opuścić komnatę, po czym zdjął hełm. Podszedł do kanclerki.
— Zamach na moje życie to była tylko kwestia czasu — zaczęła pobłażliwie kobieta. — Proszę, niech się pan rozgości, lordzie Movinie.
— Nie jestem już Lordem Sithów, pani kanclerz — odparł mężczyzna. — Przybywam tu w innej sprawie. W sprawie pani abdykacji.
— Jesteś od senatora Senatano? — spytała kanclerka.
— Jestem od Najwyższego Kanclerza. Nie od senatora. Sprawa ma się jasno, przyjaciółko. Ja mam w głowie plan na najbliższe lata.
— Więc Senatano jest tylko pionkiem. — Wyszeptała kanclerka.
— Zabiję go, jak przestanie mi być potrzebny. Teraz potrzebuję jednak czegoś innego. Potrzebuję twojej abdykacji. Gdy nowym kanclerzem zostanie Ozi, będzie miał on inną politykę niż ty. Odi doprowadzi do sojuszu z Nowym Początkiem. W ramach traktatu ugody to jednak Senatano zostanie jego następcą po jego... niewyjaśnionej śmierci, kochana. Ale to już nie będzie obecna republika. To będzie Republika Wszechgalaktyczna. I będzie rządziła przez całe tysiąclecie.
— Tysiąclecie? A co po tym? I dlaczego ty nie przejmiesz urzędu tylko Senatano?
— Nie przejmę urzędu — odpowiedział krótko rycerz zakonu. — Nie, póki istnieją Jedi. Ale na nich też jest sposób. Jego finału już pewnie nie dożyję. Kojarzysz może sześćdziesiąty szósty punkt kodeksu wojskowego? No pewno że kojarzysz. Wystarczy tylko posłusznie zaprogramowana armia i powód dokonania na rycerzach Jedi. Sprytnie to obmyśliłem. To mój plan.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.