FANDOM


Autor: Uriel34
Alternatywy
alternatywy


Sw logo

Uriel34/Brudnopis

Latron Tyler otworzył szeroko oczy, błyskawicznie budząc się ze snu. To był właśnie ten dzień, na który czekał cały ostatni rok. Rozciągnął szeroko ręce, ciągle mając na twarzy lekki uśmiech. Chłopiec nigdy tak szybko nie wstawał, przeważnie zajmowało mu to o wiele więcej czasu niż tego jednego dnia. Dzisiaj były jego 9 urodziny. Zadowolony ubrał się w swoje świąteczne ubranie, wczoraj przygotowane przez mamę. Otworzył drzwi od swojego pokoju i nie czekając skierował się w kierunku parteru.
Młodzieniec był chłopcem o szczupłej sylwetce, rysach twarzy zbliżonych bardziej do kobiecych. Posiadał prostokątną twarz, której aktualnie nie ustępował uśmiech. Włosy miał czarne, oczy piwne, a ręce delikatne jak aksamit. Dodatkowo sam mierzył niecałe 150 cm.
- Cześć, mamusiu! - krzyknął chłopiec, widząc mamę właśnie wchodzącą do kuchni.
- Wszystkiego najlepszego, synku - odpowiedziała równie szczęśliwa mama, co on, widząc swoją pociechę. - Powoli stajesz się już mężczyzną, ale pamiętaj - zawsze będziesz moim synem.
- A kto to wstał? Nasz mały żołnierz - odparł ojciec, wchodząc do domu, ubrany w robocze ubrania.
- Tata! Już wróciłeś? - zapytał, nieco nie dowierzając Latron.
- Jak mógłbym przegapić urodziny mojego syna?
- Prezent otrzymasz, jak co roku podczas ogniska. Mam nadzieję, że nikt tobie nie wygada, co to albo kto to taki.
- Och, mamo. Nie każ mi czekać.
- Żołnierze muszą być cierpliwi. Pamiętaj - rzekł, uśmiechając się przy tym ojciec.
Chłopiec mocno przytulił się do swoich rodziców, głęboko przy tym oddychając i zamykając oczy. Uwielbiał dzień swoich urodzin. Nie musiał wtedy wykonywać żadnych prac i właściwie mógł robić co chciał. Jego rodzice prowadzili gospodarstwo na Lothal i mieli kilka hektarów ziemi, którymi musieli się zajmować co roku. Oprócz tego ojciec Latrona pracował jako żołnierz i nie często bywał w domu od dwóch lat, ale mimo to zawsze znajdował sposób na dostanie przepustki, tylko by przybyć na urodziny syna.
- Jednak, musimy ciebie dzisiaj o co prosić - zaczął rozmowę poważniejszym głosem ojciec.
- Co takiego? - zapytał Latron.
- Chciałbyś pojechać dzisiaj do dziadków? Z tego co wiem też mają dla ciebie prezent.
- Dobrze, ale wolałbym trochę czasu spędzić z tobą...
- Nie martw się, jeszcze cały dzień przed nami. Jak tylko wrócisz, porobimy co tylko zechcesz, ok?
- Ok.
Latron wyruszył razem ze swoim bratem do gospodarstwa dziadków. Mieszkali kilka kilometrów drogi od nich i dzielili wspólnie gospodarstwo z rodzicami chłopca. Brat młodzieńca był od niego o 8 lat starszy i bardzo często wykonywał ciężkie prace. Nie lubił się zajmować swoim młodszym bratem, ale postanowił zrobić wyjątek i chociaż trochę być dla niego miłym z powodu jego urodzin.
Kiedy dotarli, zobaczyli dziadka właśnie wsiadającego na swój stary pojazd. Powitał on swoich wnuków z uśmiechem na ustach, jak zawsze, ale zbyt łatwe do zobaczenia nawet dla Latrona było, że coś tu nie gra. Pojechał w stronę domu rodziców, żegnając ich przerażonym wzrokiem.
Chłopiec spędził spokojne kilka godzin u babci, podczas gdy jego brat pomagał przy różnych pracach. Nie był osobą, która by się od jakiejkolwiek rzeczy chciała wymigać, można by nawet czasami uznać, że sprawiało mu to przyjemność. Uwielbiał czuć się potrzebny, a na gospodarstwie nigdy nie brakuje rąk do pracy. Po chwili Latron wstał z wygodnego fotelu i ze zdumieniem w oczach, zaczął oglądać wysoki dym, unoszący się z ziemi w widoku zachodzącego właśnie słońca.
- Babciu, czy to nie w tamtą stronę jest nasz dom?
- Chodź, wracamy. Pakuj rzeczy i idziemy - odparł stanowczym i poważnym głosem brat.
- O co chodzi? Coś się stało? - zapytał nieco przerażony Latron.
Dym unosił się już pewnie na wysokości chmur i nie wyglądał, jak zwykły dym. Był czarny. Latron, widząc nieco zburzony dom, zaczął biec w jego stronę. Upuścił rzeczy na ziemię. Brat tylko popuścił łez w oku i upadł na kolana. Latron zobaczył statek stojący za domem i postać o ciemnym kolorze skóry w pelerynie, właśnie wchodzącą po rampie. Zanim dobiegł do domu, pojazd odleciał.
- Mamo! Tato! Mamo! - krzyczał przerażony młodzieniec. - Dziadku! Tato! Mamo...
Po chwili zobaczył rodziców leżących na ziemi przed drzwiami do domu. Chłopiec przypatrzył się lepiej, nie wierząc własnym oczom. Po ziemi płynęła krew, właśnie zderzając się z jego butem. Popatrzył na nią, głośno przy tym oddychając, ale po chwili pobiegł w stronę rodziców.
- Mamusiu! Tatusiu! - krzyczał głośno Latron, płacząc, po czym upadł tuż obok nich, dotykając lekko ich twarze. - Nie umierajcie, proszę was. Dzisiaj moje urodziny. Mieliśmy mieć ognisko. Proszę was, nie umierajcie! Nieeeee!


Obok dawania możliwości tworzenia swojego własnego świata Gwiezdnych wojen celem Star Wars Fanonpedii jest gromadzenie twórczości znanej jako fanfiction. Opowiadań pisanych rozdziałami, które tworzymy od ponad trzech lat, jest już ponad 403, jednak ich liczba stale wzrasta.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.